Tanecznym krokiem na Wielką Sowę

Oczywiste jest, że po zamknięciu sezonu 2019, musi przyjść czas na otwarcie sezonu 2020. Trasa może byle jaka, bo to tylko czerwony szlak prowadzący z Sokolca na Wielką Sowę, ale za to jaka dat: 1 stycznia (!).

Czerwony szlak poprowadził nas na Wielką Sowę bez większych niespodzianek. Pogodna była piękna: biało i słonecznie. Jedyny minus to ubity śnieg, miejscami z warstewką lodu... niedostosowane buty do takiej nawierzchni poważnie dawały się we znaki podczas spaceru. Już pierwsze podejście pod Schronisko Orzeł nie było wesołe. Ale im wyżej, tym spokojniejsze wzniesienie i mniejsze problemy.


Na szlak weszliśmy stosunkowo wcześnie, bo między godziną 9 a 10. W związku, z czym tłumów nie było ani podczas marszu, ani na samym szczycie. Udało nam się nawet zając miejsca siedzące przy pozostałościach sylwestrowego ogniska. Obaliliśmy wino musujące (a jakże — prosto z butelki), pożarliśmy bagietki z pasztetem (a jakże — wszystko domowe). I tak powitaliśmy nowy rok i nowy sezon w górach.

Z uwagi śliskiej nawierzchni schodzenie momentami okazało się drogą przez mękę — szczególnie dla mnie i dla Kamila. Basia uznała, że w ramach karnawału to ona zejdzie tanecznym krokiem, bo nie dość, że to pomaga, to jeszcze jest weselej. A my przyśpiewując Basi (a jakże, iście karnawałowo — Tequilę) dreptaliśmy grzecznie do Sokolca.


Bez zbędnych przystanków, w iście ekspresowym tempie, po raz kolejny (a na pewno nie ostatni) wpisaliśmy na listę zdobytych szczytów Wielką Sowę. I może teraz każdy Nowy rok rozpoczniemy w górach... kto wie, kto wie?

Ps. Tylko Kret jakiś nie w sosie i wędrował swoimi ścieżkami, bo nie dość, że buty śliskie, to jeszcze jego zielona strzała wystawiła podczas drogi do Sokolca kopyto... Cóż! Czasami i tak bywa.

Punktacja GOT: S11 - 10 pkt

Komentarze