piątek, 1 maja 2015

Pociągiem do Twierdzy

W sumie to już dawno wymyśliłam sobie kolejową wycieczkę do Kłodzka. Słyszałam i czytałam, że widok przedni, że dobre połączenie i takie tam. Ze względu na zeszłoroczną ograniczoną ruchowość, Kłodzko wydawało się idealnym pomysłem. I jakoś w okolicach lata ruszyliśmy zadki i pociągnęliśmy w stronę Kłodzka.

Takie widoki podziwialiśmy "przed mgłą".
A takie już w strefie mgły...
Szynobus picuś-glancuś, ale od razu ostrzegam, że Wałbrzych Główny to jeden z dworców widmo - brud, smród, zero informacji, kasy, ani pozostałych stacyjnych luksusów. Niemniej jednak droga przyjemna, fajnie patrzy się na okolice z innej, pociągowej perspektywy. A jak dodamy do tego jeszcze kilka fajnych kolejowych wiaduktów... to czasem widok może zapierać dech w piersiach. Minus był tylko jeden - od Nowej Rudy zeszła mgła jak mleko. Widoczność została ograniczona do minimum. Poprawiło się dopiero przed samym Kłodzkiem, gdzie naszym oczom ukazała się plantacja chmielu - ależ zaliczyliśmy zdziwienie :)


A tymczasem nad rzeką...









Choć woda w Kłodzku płynie nie tylko w Nysie.
Kłodzko Miasto niestety też stacja widmo - chyba tak jest w większości mniejszych miast, a tych całkiem niewielkich to chyba norma, bo po drodze takich stacji, co nie miara. Teraz rzecz jednak o Kłodzku. Po wydostaniu się spod dworca i dotarciu w okolice Starego Miasta, było już z górki. 

Miasto na tle gór - widok z Twierdzy.

Panorama miasta - widok z twierdzy.
A tymczasem w kłodzkich kościołach...
Aż che się wznosić oczy do nieba...
Przyznam szczerze, że Kłodzko kojarzyłam głównie z Twierdzą i niczym więcej. Nic dziwnego, to jedyne miejsce, które kojarzyłam z wycieczki szkolnej sprzed wielu lat (miałam 7-8 lat). Kłodzko ma jednak wiele więcej do zaoferowania. Piękne kamienice, park, kościoły, most św. Jana. To naprawdę robi wrażenie. 

Widok na Twierdze Kłodzką.
Ja uparłam się na Stare Miasto, Twierdzę i to w pełnym zakresie, czyli nadziemia i podziemia oraz Podziemną Trasę Turystyczną pod Starym Miastem. I przyznaję, że najmniejsze wrażenie robi trasa podziemna pod Starym Miastem... takie to jakieś nijakie. Wszędzie, grzyb, pleść i smród. Do tego kilka ciekawych historii i tyle w temacie. W sumie to sama nie wiem, czego się spodziewałam, ale na pewno czegoś więcej - szczególnie za takie pieniądze. Na dokładkę trudno było znaleźć miejsce początku Podziemnej Trasy Turystycznej - najpierw informacja turystyczna w Rynku, by dopiero z mapą w dłoni cofnąć się do wejścia. Całość lekko nas rozczarowała.

"Podziemny" piekarz ;)

Za to Twierdze Kłodzką warto odwiedzić. My bawiliśmy się dobrze - szczególnie w korytarzach minerskich. Pewnie wiele zależy od przewodnika, na jakiego się trafi, ale mam wrażenie, że wszyscy "oprowadzacze" są całkiem nieźle przeszkoleni i odwalają fajny kawał dobrej roboty. Zwiedzanie trwa około 3 godzin, ale wcale się tego nie czuje. Historia wytrzepywana z rękawa i ciekawe wnętrza robią swoje. Czas płynie, jak z bicza strzelił, pozostawiając niewiele chwil na nudę. Twierdza więc warta jest każdego wydanego na nią grosza.

Idź w stronę światła, czyli jeden z korytarzy minerskich.
Urocza przewodniczka :)
Twierdzowi żołnierze.

Zabudowania Twierdzy i...
... Rudy 102.


A Stare Miasto? Cóż - ładne jest i tyle. Urokliwe kamienice, wąskie uliczki i Nysa Kłodzka płynąca niemalże na jego granicy. Warto przespacerować się i pokontemplować te piękne okoliczności architektury. Zresztą, co ja tu będę gadać, skoro bardziej wymowne będą zdjęcia.

Rynek z kłodzkim Ratuszem.
Most św. Jana - widok od dołu :)

Most św. Jana widok od frontu.
Z miejscem na posiłek tez nie ma problemu. Kilka małych barów i restauracyjek, piekarnie, warzywniaki. Każdy znajdzie coś dla siebie. I na bogato i na biedno. My jak zawsze wybraliśmy miejsce, gdzie siedzieli mieszkańcy, a nie tylko turyści - Pizzeria Jedyna przy ul. Tumskiej.  Swojacy i parasole sugerujące obecność złotego płynu zza naszej południowej granicy przekonały nas do lokalu. W środku zaś było czysto, obsługa miła, a zapach kuszący. Trafiliśmy więc całkiem dobrze :) Było smacznie, niedrogo i po czesku w kuflu.


W dziennikarskim skrócie:
Twierdza Kłodzka bilety:
1) Korytarze minerskie - 10/12 zł
2) Nadziemia - 10/12 zł
3) Góry i doły - 14/18 zł

Podziemna Trasa Turystyczna - 9/12 zł

A na koniec wesołe, kocie miauuu...

środa, 7 stycznia 2015

Z wizytą u Kasztelana...

W maju poważnie skręciłam nogę i wszystkie górskie plany poszły się... One poszły, a ja wylądowałam z gipsem, podejrzeniem niestabilności więzozrostu piszczelowo-strzałkowego, obawą wkręcania śrub, rehabilitacją i bolącą kostką w sumie do dziś. Życie. A najlepsze, ze kostkę skręciłam w trekingach na płaskiej drodze - wiadomo, taki rzeczy to tylko mnie. Niemniej jednak nie znaczy to, ze cały rok jak te śmierdzące lenie przesiedzieliśmy na dupach. Tylko jakoś do pisania weny brakowało. Ale nowy rok, nowa werwa - trza ponadrabiać zaległości.



 Dziś zabierzemy Was na Chojnik. Camil zapatrzony w filmiki o historii kasztelana na Zamku od dawna chciał miejsce odwiedzić. I zamiast w Wielkanocną Sobotę Świecić jajka, poświeciliśmy czas na wdrapanie się na Chojnik.

Mimo bardzo wczesnej wiosny, pogoda nam popisała. Słońce prażyło, wiatr niewielki, a i zielono robiło się już poważnie. Dziarskim krokiem ruszyliśmy z Sobieszowa, uprzednio zbierając w miasteczku kesze :) Chojnik zdobywaliśmy najprostszym szlakiem, żeby poczuć przyjemność z pierwszego wyjścia w góry i nie namęczyć się zbytnio. I było przyjemnie. Niezbyt stromo, niezbyt wymagająco i w sumie wcale nie długo. Do tego trasa, którą prowadzi czerwony szlak, jest jednocześnie ścieżką przyrodniczą - czyli jest przyjemne z pożyteczny... fajny marsz edukacyjny.

Na Zamku, jak na Zamku. Wszak ruiny to, więc i za bardzo nie ma się czym podniecać. No chyba, że widokiem, jak kto nie ma problemu z wysokością i wdrapie się na wieżę. Minus tylko taki, że widok ino w mojej głowie zostanie, bo słońce prażyło, na horyzoncie mała mgiełka, czyli pogoda do zdjęć średnia. Coś niby na fotografiach uwiecznione, ale niestety kiepskiej jakości toto. Jednak uroczyście oświadczam, że warto pójść, wejść i podziwiać.

Żeby nie było, że brak choć odrobiny historii miejsca, oto i ona (tekst z oficjalnej strony Zamku Chojnik):
"Istnieją hipotezy, że pierwszym założeniem obronnym na górze Chojnik był gród plemienia Bobrzan. Na pewno w drugiej połowie XIII wieku Bolesław Łysy-Rogatka wzniósł tu dwór myśliwski o cechach obronnych, który pod koniec XIII wieku rozbudował go Bolko I Surowy. Kiedy do władzy w księstwie świdnicko-jaworskim doszedł Bolko II, stworzył potężne mocarstwo, które w czasie swojego panowania umocnił wieloma zamkami. Za jego czasów, prawdopodobnie około 1355 roku, wzniesiono również zamek na Chojniku zastępując wcześniejszy dwór. Na skalistym szczycie opadającym od południa pionową ścianą powstała kamienna twierdza, choć niewielkich rozmiarów to przez swoje położenie niezwykle trudna do zdobycia.
(...) Po śmierci Bolka II wdowa po nim księżna Agnieszka oddała zamek w 1392 roku późniejszemu protoplaście potężnego śląskiego rodu - Gotsche Schoffowi. Zamek pozostał z krótką przerwą w rękach Schaffgotschów do końca swojego istnienia. 
(...) Kiedy w 1634 roku ścięto Jana Ulryka von Schaffgotscha, zamek został skonfiskowany przez cesarza, jednak w 1649 roku zwrócono go poprzednim właścicielom. Nie przenieśli oni tu swojej stałej siedziby. Gdy 31 sierpnia 1675 roku zamek spłonął od uderzenia pioruna nie  podjęto się już odbudowy. Opuszczona warownia popadła w ruinę.
1822 roku utworzono tu odwiedzane chętnie przez turystów-kuracjuszy schronisko, które funkcjonuje do dziś".

Tych samych dróg nie lubimy, dlatego zejście odbyło się szlakiem czarnym. I schodząc nie żałowaliśmy wyboru trasy wejścia. Tu nie ma zmiłuj... stromo, głaz na głazie głazem pogania. Ale pięknie. I widok i sama trasa. Daje w kość - to prawda. Zdecydowanie nie polecam niedzielnym turystom, którzy wychodzą z domu raz na ruski rok. Dla tych czerwona trasa będzie idealną, choć mniej malowniczą. Czarny szlak wymaga przede wszystkim uważności, ale i odrobina kondycji i zaprawy się przyda - szczególnie przy wejściu.


Wypad zdecydowanie udany, ale... no właśnie. Niestety niemiła niespodzianka podwójnej opłaty - bo i za wejście do Karkonoskiego Parku kilka groszy trza wydać, to i wejście na teren ruin darmowy nie jest. Nie mam bladego pojęcia jak z parkingami, bo podróżowaliśmy pociągiem, ale gdzieś obiło mi się o uszy, że lekko nie jest... my zaś na pewno mijaliśmy jakieś płatne obiekty w samym Sobieszowie.

Tak czy siak, Chojnik to takie małe must see or must be w Karkonoszach. Ukryć się nie da.

Punkty GOT (S03) - całość 7 pkt
Sobieszów - Zamek Chojnik - 5 pkt
Zamek Chojnik - Sobieszów - 2 pkt