niedziela, 2 lipca 2017

Przełomami Pełcznicy w rozpoczęcie sezonu

Tegoroczny sezon otwarty już prawie miesiąc temu. Oczywiście z czystego lenistwa i komputerowstrętu, który rozpanoszył się we mnie i siedzi wygodnie, notatka dopiero teraz. W sumie lepiej późno, niż wcale, tym bardziej patrząc na niemalże ogłuszającą ciszę panującą na blogu.
W tym roku jednak mam mocne postanowienie poprawy, by wprowadzić w życie blogowe odrobinę rutyny...

Majówkę uczciliśmy wycieczką w okolice Książa. Wyruszyliśmy ze Szczawna-Zdroju i ruszyliśmy niebieskim szlakiem, kierując się w stronę Wałbrzyskiego Podzamcza, by następnie wleźć w las i zaraz po przekroczeniu granicy Książańskiego Parku Krajobrazowego znaleźć się na Starym Książu.


Po krótkich oględzinach pod tytułem: a cóż to się zmieniło (pojawiły się barierki na tarasie widokowym) zmieniliśmy szlak na zielony i dziarskim krokiem ruszyliśmy po stromym zboczu w stronę Przełomów Pełcznicy. Miejsce piękne... w tym roku całkiem czyste, bo pamiętam, że pierwsza wyprawa w te okolice zniesmaczyła mnie ilością pływających w rzece śmieci (hańba Wam okrutne brudasy!).


Spokojny spacer wzdłuż Pełcznicy zakończyliśmy chwilą spędzoną w cieniu Cisa Bolko (kilkusetletniego drzewa, będącego pomnikiem przyrody) - niestety widać już na nim upływający czas. Później kolejna zmiana szlaku (tym razem obraliśmy czerwony), by podejść pod Zamek Książ.


Przez całą niemalże wyprawę nie byliśmy sami. Tu i ówdzie przeciskali się majowi turyści. Pod zamkiem jednak dopadły nas dzikie tłumy kroczące dziarsko do kas, by nacieszyć oko już XXIX Festiwalem Kwiatów. Posililiśmy się Langoszem (ukulany i wypieczony przez uroczych Kamratów z Południa), który przypomniał nam miły wypad do Pragi sprzed kilku lat i wśród powtarzających się stoisk (zauważyliśmy pewną prawidłowość... specjały litewskie, chałwa, wina, specjały litewskie, chałka wina...) uciekliśmy w Aleję Kasztanową, by uciec od tego pełnego zgiełku miejsca.

Wyprawę zwieńczyliśmy piwkiem i burgerami w Waldenburgerze. I muszę przyznać, ze było zacnie pod każdym względem.



Wyprawa bez urywania czegokolwiek. Kości jednak rozprostowane i pierwsze punkty na złotą odznakę GOT w tym roku zdobyte. A to najważniejsze!

Punkty GOT (S10) - całość 12 pkt
Szczawno Zdrój -  Szczawienko - 3 pkt
Szczawienko - Stary Książ         - 2 pkt
Stary Książ - Cis Bolko              - 3 pkt
Cis Bolko  - Zamek Książ           - 2 pkt 
Zamek Książ -  Szczawienko      - 2 pkt

piątek, 1 maja 2015

Pociągiem do Twierdzy

W sumie to już dawno wymyśliłam sobie kolejową wycieczkę do Kłodzka. Słyszałam i czytałam, że widok przedni, że dobre połączenie i takie tam. Ze względu na zeszłoroczną ograniczoną ruchowość, Kłodzko wydawało się idealnym pomysłem. I jakoś w okolicach lata ruszyliśmy zadki i pociągnęliśmy w stronę Kłodzka.

Takie widoki podziwialiśmy "przed mgłą".
A takie już w strefie mgły...
Szynobus picuś-glancuś, ale od razu ostrzegam, że Wałbrzych Główny to jeden z dworców widmo - brud, smród, zero informacji, kasy, ani pozostałych stacyjnych luksusów. Niemniej jednak droga przyjemna, fajnie patrzy się na okolice z innej, pociągowej perspektywy. A jak dodamy do tego jeszcze kilka fajnych kolejowych wiaduktów... to czasem widok może zapierać dech w piersiach. Minus był tylko jeden - od Nowej Rudy zeszła mgła jak mleko. Widoczność została ograniczona do minimum. Poprawiło się dopiero przed samym Kłodzkiem, gdzie naszym oczom ukazała się plantacja chmielu - ależ zaliczyliśmy zdziwienie :)


A tymczasem nad rzeką...









Choć woda w Kłodzku płynie nie tylko w Nysie.
Kłodzko Miasto niestety też stacja widmo - chyba tak jest w większości mniejszych miast, a tych całkiem niewielkich to chyba norma, bo po drodze takich stacji, co nie miara. Teraz rzecz jednak o Kłodzku. Po wydostaniu się spod dworca i dotarciu w okolice Starego Miasta, było już z górki. 

Miasto na tle gór - widok z Twierdzy.

Panorama miasta - widok z twierdzy.
A tymczasem w kłodzkich kościołach...
Aż che się wznosić oczy do nieba...
Przyznam szczerze, że Kłodzko kojarzyłam głównie z Twierdzą i niczym więcej. Nic dziwnego, to jedyne miejsce, które kojarzyłam z wycieczki szkolnej sprzed wielu lat (miałam 7-8 lat). Kłodzko ma jednak wiele więcej do zaoferowania. Piękne kamienice, park, kościoły, most św. Jana. To naprawdę robi wrażenie. 

Widok na Twierdze Kłodzką.
Ja uparłam się na Stare Miasto, Twierdzę i to w pełnym zakresie, czyli nadziemia i podziemia oraz Podziemną Trasę Turystyczną pod Starym Miastem. I przyznaję, że najmniejsze wrażenie robi trasa podziemna pod Starym Miastem... takie to jakieś nijakie. Wszędzie, grzyb, pleść i smród. Do tego kilka ciekawych historii i tyle w temacie. W sumie to sama nie wiem, czego się spodziewałam, ale na pewno czegoś więcej - szczególnie za takie pieniądze. Na dokładkę trudno było znaleźć miejsce początku Podziemnej Trasy Turystycznej - najpierw informacja turystyczna w Rynku, by dopiero z mapą w dłoni cofnąć się do wejścia. Całość lekko nas rozczarowała.

"Podziemny" piekarz ;)

Za to Twierdze Kłodzką warto odwiedzić. My bawiliśmy się dobrze - szczególnie w korytarzach minerskich. Pewnie wiele zależy od przewodnika, na jakiego się trafi, ale mam wrażenie, że wszyscy "oprowadzacze" są całkiem nieźle przeszkoleni i odwalają fajny kawał dobrej roboty. Zwiedzanie trwa około 3 godzin, ale wcale się tego nie czuje. Historia wytrzepywana z rękawa i ciekawe wnętrza robią swoje. Czas płynie, jak z bicza strzelił, pozostawiając niewiele chwil na nudę. Twierdza więc warta jest każdego wydanego na nią grosza.

Idź w stronę światła, czyli jeden z korytarzy minerskich.
Urocza przewodniczka :)
Twierdzowi żołnierze.

Zabudowania Twierdzy i...
... Rudy 102.


A Stare Miasto? Cóż - ładne jest i tyle. Urokliwe kamienice, wąskie uliczki i Nysa Kłodzka płynąca niemalże na jego granicy. Warto przespacerować się i pokontemplować te piękne okoliczności architektury. Zresztą, co ja tu będę gadać, skoro bardziej wymowne będą zdjęcia.

Rynek z kłodzkim Ratuszem.
Most św. Jana - widok od dołu :)

Most św. Jana widok od frontu.
Z miejscem na posiłek tez nie ma problemu. Kilka małych barów i restauracyjek, piekarnie, warzywniaki. Każdy znajdzie coś dla siebie. I na bogato i na biedno. My jak zawsze wybraliśmy miejsce, gdzie siedzieli mieszkańcy, a nie tylko turyści - Pizzeria Jedyna przy ul. Tumskiej.  Swojacy i parasole sugerujące obecność złotego płynu zza naszej południowej granicy przekonały nas do lokalu. W środku zaś było czysto, obsługa miła, a zapach kuszący. Trafiliśmy więc całkiem dobrze :) Było smacznie, niedrogo i po czesku w kuflu.


W dziennikarskim skrócie:
Twierdza Kłodzka bilety:
1) Korytarze minerskie - 10/12 zł
2) Nadziemia - 10/12 zł
3) Góry i doły - 14/18 zł

Podziemna Trasa Turystyczna - 9/12 zł

A na koniec wesołe, kocie miauuu...