środa, 6 października 2010

Dwunastu Apostołów czy siedmiu krasnoludków?

W ostatni dzień urlopu (kiedy to u diabła było?) wybraliśmy się do Chełmska Śląskiego i Krzeszowa. I od razu napiszę, że o Krzeszowie ni słowa nie będzie, bo cały kompleks klasztorny Cystersów w remoncie. Wszędzie stoją rusztowania i trwają prace renowacyjne. Ani pooglądać, ani zdjęć porobić (tym bardziej, że Braciszkom za tę przyjemność trzeba zapłacić podwójnie). Natomiast Chełmsko Śląskie trochę zaskoczyło całą nasza trójkę, bo na wyprawę zabraliśmy moją bratową.

Już sama droga prowadząca od Mieroszowa do Chełmska Śląskiego jest niezwykle ciekawa i wiążę się z nią moje pierwsze poważniejsze "narobienie w majtki" podczas jazdy samochodem. Uliczka bardzo malowniczo wije się w górę, z prawej strony las, z lewej strony las, a przed oczyma ostry podjazd. Cały wic polega na tym, że droga nie jest utrzymywana w okresie zimowym, a mój mądry ojczulek w Boże Narodzenie 2008 chciał nam bardzo Chełmsko Śląskie pokazać. Skończyło się na tym, że po kilku metrach moja Fieścinka pokazała rogi i stanęła w poprzek ulicy nie chcąc ani o milimetr ruszyć się do góry. Zrezygnowaliśmy.

Tym razem dotarliśmy na miejsce. Chełmsko okazało się niewielkim miasteczkiem z ryneczkiem, pośrodku którego stoi pomnik św. Jana Nepomucena. Kamieniczki zgromadzone wokół rynku zdecydowanie grzeszą urodą, niestety w większości noszą znamiona czasu. Niektóre z nich niestety stały się ruinami pod opieką konserwatora zabytków. Nas jednak nie Rynek interesował, przyjechaliśmy do Chełmska dla sławnych Dwunastu Apostołów.

Front Domów


A tak się prezentują z dalszej odległości

Dwunastu Apostołów to 12 podcienionych domów zbudowanych w XVIII wieku przez Cystersów z pobliskiego Krzeszowa. Do dziś zachowało się tylko jedenaście, jeden odsunięty od szeregowo ustawionych jedenastu zwany Judaszem, spłonął. Niestety tylko dwa z całego szeregu należą do Stowarzyszenia "Tkacze Śląscy", w jednym znajduje się kawiarenka, reszta jest zamieszkała i to jak się dowiedzieliśmy od "przewodniczki" w Muzeum przez całkiem przyjemny element, który sukcesywnie dewastuje zabytek.

Kompleks powstał w 1707 roku. Jak wspomniałam wyżej Cystersi, na zlecenie opata z Krzeszowa Dominika Geyera wybudowano dwanaście drewnianych domów dla tkaczy, którzy zostali ściągnięci do Chełmska Śląskiego z Czech. Wybudowane zostały w tym a nie innym miejscu ze względu na nasłonecznione stoki, które znajdują się za domostwami i bliskość rzeki. Jak mówiła przewodniczka, były to idealne warunki do uprawiania i przetwarzania lnu. W sumie wszystko odbywało się w domostwie i na podwórzu. Co ciekawe zastanawia "ciasnota" jaką daje się dostrzec po wejściu do wnętrza. Niewielki korytarz wraz z maluśkim pomieszczeniem gospodarczym, izba kuchenna, z której bezpośrednio wchodzi się do głównej izby stanowiącej warsztat i sypialnie dla około dwunastoosobowej rodziny. Współczesny człowiek miałby problem z taką małą przestrzenią bytowania, tym bardziej, że w izbie ogólnej musiało znaleźć się miejsce na wszystkie niezbędne narzędzia do przetwarzania lnu. Ponad częścią mieszkalną znajduje się poddasze pełniące funkcję magazynu. Schodki prowadzące z korytarza są niezwykle strome. U góry niespodzianka, drzwi prowadzące na zewnątrz, przez które można było bezpośrednio na wóz wyładować towar, czy też zapłacić należną Cystersom daninę (w pieniądzu lub w naturze). A gdy się człowiek po ciemnym pomieszczeniu rozejrzał dostrzegł system wentylacji, który prowadzi przez cały szereg domów. Otóż ścianki działowe nie zamykają przestrzeni do końca, między podłogą znajduje się około 30 , może 40 centymetrowa szczelina, która miała zapewniać przepływ powietrza.

Nie istniejące już pozostałe Domy


A te mieliśmy przyjemność oglądać na żywo a nawet zwiedzić od wewnątrz

Wejście do Muzeum kosztuje wykupienie cegiełki Stowarzyszenie i jest to, o ile dobrze pamiętam, 2 złote. Warto poświecić chwilę czasu i porozmawiać z przewodniczką, Babeczka ma spora wiedzę i bardzo chętnie opowiada.

Zabytkowe kamienice


Zabytkowa kupa cegieł ;)

Po spacerze w jednym z Dwunastu Apostołów, bratowa zaciągnęła nas w polną drogę, która ciągnęła po środku niczego, ale ostatecznie doprowadziła nas na parking przy Głazach Krasnoludków. Rezerwat zwany inaczej Gorzeszowskimi Skałkami znajduje się na obrzeżu Gór Stołowych i jest zbiorem skał piaskowych, które przez czynniki erozyjne przybrały naprawdę piękne i fantazyjne kształty. Zaraz przy wejściu, na polanie znajduje się przyjemne miejsce na popas: ławki, stoliki i miejsce na ognisko. Bloki skalne stoją dumnie trochę nad polaną, na niewielkiej górce, którą pokrywa iglasty lasek. Skały sięgają nawet 15 metrów i naprawdę robią niezłe wrażenie. Tym większe, że w Rezerwacie Skał Krasnoludków nie ma zbyt wielu turystów, jest wiec cisza, przerywana jedynie szumem wiatru. Jak dla mnie miejsce jest troszeczkę magiczne...

Wreszcie pod górę!


A czasem w dół.


I popromienne mchy.





Przerażająca ciemność, kto wie co może się kryć w tym mroku.

Spacer pomiędzy skałami jest przyjemny, nie męczy nawet niewprawionego turystę. Ciekawe, że wchodzi się w samo centrum tych dziwacznych form, w których każdy dostrzeże coś innego. Jesienną porą atrakcją mogą być grzybki, które wśród skałek pokazują swoje kapelusze. My byliśmy tam w sierpniu, ale Clopsiowi kilka podgrzybków wpadło w łapska.




Polecam oba mniej uczęszczane miejsca. Jest bowiem ciekawie i bez większych tłumów. Nigdzie nie trzeba stać w kolejkach, a spacer, czy wśród Apostołów, czy wśród Krasnoludków jest czystą przyjemnością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz