poniedziałek, 10 stycznia 2011

Retrospekcje - Pieniny 2009, Wysoka-Palenica

W sumie wyprawa z Jaworek do Szczawnicy była najlepszą wycieczką odbytą w Pieninach. To jest to, co Tygryski lubią najbardziej. Ambitne podejście, a później wędrówka szczytami podziwianie tego, co na dole. A to tam hen na dole jest piękne. Co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Wracam więc do tej wyprawy. Wracam tu i mam nadzieję, że uda się i w rzeczywistości... tylko tym razem w drugą stronę z zejściem przez Rezerwat Białej Wody.

Sobota minęła bardziej leniwie. Ruszyliśmy do Leśnicy, niewielkiej słowackiej mieścinki położonej centralnie między pienińskimi szczytami. I prócz ładnych widoków, uroczego kościółka (mam jakąś małą obsesje na punkcie budowli sakralnych) nie było tam nic ciekawego. Ot zwykła rolnicza mieścina, gdzie ludzie pracują w polu, a turyści popijają piwko w przydrożnym barze (Klopś przypomniał mi jak się nazywał ten przepyszny browar – Saris).

Niedziela natomiast trochę nas zabiła. Pojechaliśmy do Jaworek – mieścinki sąsiadującej ze Szczawnicą. W planie był Wąwóz Homole, podobno bardzo piękny, wciśnięty między skały wapienne, Wysoka – najwyższy szczyt Pienin i powrót do Szczawnicy szczytami Małych Pienin. Homole, może i piękne, ale wrażenia nie zrobiło najmniejszego. Tłum ludzi, często nieprzystosowanych i czerpiących przyjemności z górskich wędrówek posuwał się do przodu. Z dzieciakami, z japonkami, torebuniami. Eh! Tym gorzej, że bodajże w zeszłym roku w wąwozie zamontowano „ułatwienia” dla zwiedzających. Zewsząd otaczały nas schody, kładki, poręcze... jakieś to trochę nie na miejscu. Przemknęliśmy więc przez wąwóz skalawszy się kilkoma fotkami u wejścia.
Wąwóz Homole

Później jeszcze bardziej zaludniona polanka i już można było wejść na szlak prowadzący na Wysoką (no dobra trzy sekundy pobłądziliśmy w tym tłumie). Na szczyt wybierało się zdecydowanie mniej ludzi, bo i droga wiodła permanentnie pod górę i wcale nie była krótka. Wspinaczka nieźle dała nam w kość, ostatni odcinek to prawie pionowa ściana (tu schody, które pojawiały się tylko miejscami naprawdę ułatwiały podejście). Klopś spocił się tak, ze myślałam, że się rozpuści. Ale warto było! Widok ze szczytu taki, że dech zapiera! Widać wszystko dookoła i Pieniny i Tatry. Cudo po prostu! I ja chyba dla takich widoków uwielbiam góry! Gdzie indziej się tego nie zobaczy.

Widok z Wysokiej

j.w.

Tatry (widok z Wysokiej)

Trzy Korony

Znowu Taterki

Po opstrykaniu wszystkiego dookoła ruszyliśmy dalej. Widoki po drodze boskie, ale było różnie. Przyznaje, ze już pod koniec trasy, kiedy Palenica zaczynała przed nami coraz wyraźniej majaczyć, byłam już zmęczona. Nie mam pojęcia ile kilosów pękło nam pod stopami, nie pamiętam, a mapę z dzikich górskich wypraw ma Klopś. Niemniej jednak było pięknie, a piwo w pizzerii na Palenicy smakowało jak nigdy :)

Droga relacji Wysoka - Palenica

Widok z drogi spod Wysokiej na Palenicę

Szkoda tylko, że Klopś podczas wędrówki nabawił się kontuzji – gigantycznego pęcherza na paluchu, który później przerodził się w niewielka, ale bolesną otwartą ranę. Poniedziałek więc spędziliśmy łażąc po Szczawnicy (znaczy ja łaziłam, Klopś kuśtykał). Żeby było śmiesznie we wtorek padało, ale i tak ambitnie wyruszyliśmy na Sokolicę. A dzień przed wyjazdem kopyto Klopsia znowu dało o sobie znać i tym sposobem nie zdobyliśmy Trzech Koron... będzie po co tam wrócić ;)

4 komentarze:

  1. W Pieninach byłam tylko raz i to właśnie mniej więcej w tych rejonach co Ty! Zalinkuję Twojego bloga u siebie, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja, niestety, Pieniny oglądałam tylko z tratwy. Mam nadzieję, że w tym roku może się uda pochodzić po ich szczytach...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ala, bo to chyba takie popularne trasy, które w Pieniach po prostu przejść trzeba.

    Małgosia, ja natomiast nie skorzystałam z tratwy w ogóle. Mimo wszystko wolę chyba per pedes ;) A w Pieniny tez planuję wrócić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Pieniny. Byłem tam wiele razy, ale dopiero w tym roku zdobyłem Wysoką. Właśnie dzisiaj napisałem relację z tej podróży, więc zapraszam do czytania.

    OdpowiedzUsuń