czwartek, 17 lutego 2011

Rozczarowni Książem właściwym

Od jakiś dwóch lat z okładem obiecywałam Clopsowi wyprawę do Zamku Książ. Oczywiście dawno odwiedziliśmy romantyczne ruiny Starego Książa, które znajdują się na przeciwległym wzgórzu. Równie dawno przywędrowaliśmy pod sam zamek, przemykając  mostkami przyczepionymi do skał (o ile dobrze pamiętam to szlak zielony), malowniczo ułożonymi nad doliną Pełcznicy. A wnętrza zamkowe li i jedynie obiecywałam. W tym roku (chyba wraz z głupawymi postanowieniami noworocznymi) zabrałam Clopsa na włości Hochbergów. Niestety z żalem muszę stwierdzić, że odkąd byłam tam ostatni raz (a  było to ładnych kilka lat temu) niewiele się zmieniło.

Z tej perspektywy Książ wygląda dumnie :)

Wiem, że powinnam Książ reklamować, a nie wszem i wobec informować, że Zamek zdecydowanie lepiej prezentuje się z zewnątrz. Taka jednak jest rzeczywistość i nie ważne co trąbi Przedsiębiorstwo Zamek Książ z Jerzym Tutajem na czele. Niemniej jednak być w Wałbrzychu i nie zobaczyć Książa z zewnątrz czy od wewnątrz, jest po prostu nie na miejscu. Pojechaliśmy więc. I już od progu okazało się, że nie będzie wcale miodowo. Najpierw sto lat czekaliśmy na znajomych, później okazało się, ze wejście na tarasy, wieżę i podziemia jest  niemożliwe – bo zima, bo złe warunki pogodowe (co z tego, że odwilż pełną gębą). Kicha, bo to miejsca, które zobaczyć chciałam. Poszliśmy jednak na komnaty, których zbyt wiele nie ma. Oczywiście wrażenie robi część Zamku udostępniona zwiedzającym odkąd pamiętam, czyli Sala Maksymiliana i skupione wokół niej saloniki – zielony, chiński, barokowy i błękitny. Reszta jest w sumie milczeniem, szczególnie kiedy ma się porównanie z Pałacem w Pszczynie. A różnice są ogromne. Niestety Zamek Książ miał pecha, spodobał się Hitlerowi, który planował uczynić z niego jedną ze swoich głównych kwater. Po odebraniu Zamku rodzinie Hochbergów, usunięciu z niego księżnej Daisy, Hitlerowcy zbijają stiuki, rzeźbienia i próbują uczynić z niego monument na miarę czasów. I kopią pod Zamkiem. Kopią równie intensywnie jak w Górach Sowich (o tym jednak kiedy indziej). I te podziemia są niezwykle interesujące, niestety nie tylko niedostępne dla zwiedzających, ale w większości i nieodkryte.

Restauracja herbu Zielona Pietruszka!

Wojna się kończy, Niemcy odchodzą. Ale żeby było śmiesznie Książ zaczynają dewastować oddziały Armii Czerwonej, które w nim stacjonują. Gdy i soldaty zostawiają Zamek w spokoju, pojawiają się nowi mieszkańcy Wałbrzycha i okolic… Ci kradną i sprzedają sprzęty zamkowe. Wszak ziemie odzyskane zwane były Dzikim Zachodem. Czy w tej kwestii trzeba cokolwiek tłumaczyć? Dopiero na przełomie lat 50. i 60. Na Zamku Książ łapę kładzie konserwator zabytków. Aż mi się ciśnie na usta – rychło w czas.

I chyba tyle jeśli o Książ chodzi. Mogłabym wrzucić historię w pigułce, choć uważam, ze w przypadku Książa trudno o taką. Odeślę więc do strony Przedsiębiorstwa Zamek Książ. Ważne, że przewidziano aż 2 trasy zwiedzania (oczywiście poza możliwością połażenia po zamku samopas). Nam w sumie trafiła się żadna, bo jak wspomniałam wcześniej w okresie zimowym niestety większość miejsc zamknięta. Niemniej jednak można umówić się z przewodnikiem i pójść na salony, tzw. trasą Maksymiliana. Trasa krótka, bo tylko półgodzinna i jak dla mnie wcale nie tak atrakcyjna, przynajmniej nie na tyle, żeby brać ze sobą przewodnika. Druga to trasa śladami II wojny światowej. I to już bardziej interesująca opcja. Prócz części barokowo-salonowej, zwiedza się również tarasy i co najważniejsze wybetonowane podziemia (choć większość jest zamknięta dla zwiedzających, to pewnie i ten mały odcinek robi niemałe wrażenie). Przy tej opcji łażenie po zamku trwa ponad godzinę. I to już jest coś. Mam nadzieję, że kiedyś się zbierzemy i opiszę wrażenia z takiego obejścia Książa. Dla zainteresowanych aktualny cennik.

 Budynki przedzamcza

Podsumowując, muszę przyznać, że mimo wielu wad interesujące to miejsce, trzeba je odwiedzić, niestety przez zaniedbania i dewastacje w przeszłości raz w zupełności wystarczy (no chyba, że na terenie zamku mają miejsce akurat jakieś interesujące wystawy). Za to bez ograniczeń ilościowych proponuję spacery po Książańskim Parku Krajobrazowym, bliskich okolicach Zamku i po cudownie unoszących się nad Wałbrzychem górach.

6 komentarzy:

  1. Książ opłaca się odwiedzić tylko wtedy, kiedy są tam jakieś wystawy, bo tak raczej niczym szczególnym nie zachwyca. Znacznie bardziej polecam spacerek ze Świebodzic do Książa Drogą Różaneczników. Idzie się lasem około pół godzinki i to jest znacznie ciekawsze od zwiedzani samego zamku. Ale racja - raz zobaczyć go trzeba, będąc w Wałbrzychu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam bardzo podobne zdanie. I cały Książański Park jest wart połażenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja teraz z chęcią bym się tam wybrała, żeby też wyrobić sobie własną opinię :)

    pozdrawiam,
    Paula

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam!Tylko polecam wiosnę, bo tak jak pisałam, wtedy cały obiekt przeznaczony do zwiedzania jest dostępny.

    OdpowiedzUsuń
  5. na wiosnę na pewno musi być ładniej! w każdym razie na pierwszym zdjęciu prezentuje się całkiem uroczo

    OdpowiedzUsuń
  6. Z zewnątrz? O każdej porze roku jest piękny, tak jak i cała okolica. Niemniej jednak w przypadku rozczarowania, bardziej chodziło nam o wnętrze. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń