sobota, 13 kwietnia 2013

Lato w środku zimy

Jeszcze zanim nad światem rozniósł się zapaszek rozmrażających się psich kup, zwiastujący niebłagalne przyjście wiosny, ta zielona dama zaatakowała nieśmiało. Ot tak dla zmyłki. Wyszło słońce, ilość śniegu pod stopami znacząco zmalała, a wiatr przynosił nadzieję, na cieplejsze dni. Później zima znowu dała obuchem w łeb... ale nie nam. Nawet w najgorsze mrozy możemy znaleźć się w iście tropikalnym otoczeniu. Wystarczy mały wypad do palmiarni...


Palmiarnia w wałbrzyskim Lubiechowie powstała z inicjatywy ostatniego przedstawiciela rodu Hochbergów na Zamku Książ – Jana Henryka XV. Książę budował ją z myślą o swojej  małżonce Marii Teresie Cornwallis - West, zwanej Daisy, która była miłośniczką pięknych kwiatów i oryginalnych roślin.

Budowa palmiarni datowana jest na lata  1908- 1911 (część autorów sugeruje lata 1911 - 1914). Inwestycja ta pochłonęła astronomiczną sumę 7 milionów marek w złocie. Na powierzchni 1900 metrów kwadratowych, oprócz palmiarni, wzniesiono również cieplarnie, ogrody utrzymane w stylu japońskim, rosarium, ogród owocowo - warzywny i obszar pod uprawę krzewów. Całe zamierzenie otrzymało nazwę zakładu ogrodniczego. Zaraz po zakończeniu prac budowlanych do Lubiechowa sprawdzono ok. 80 gatunków nowych roślin. Centralną częścią obiektu był 15-metrowy budynek, zbudowany z metalu i szkła, w którym zasadzono palmy daktylowe. Całość została otoczona jednokondygnacyjnymi oranżeriami. Na dachu palmiarni utworzono niewielką galeryjkę widokową. Można z niej było podziwiać panoramę okolicy. Najbardziej niezwykły był jednak budulec, którym wyłożono wnętrze palmiarni. Książę sprowadził z Sycylii siedem wagonów kolejowych, wypełnionych zastygłą lawą z wulkanu Etna. Duże kawały tufu wulkanicznego budowniczy rozbijali na mniejsze i tworzyli z nich groty, wodospady oraz ściany z kieszeniami dla roślin. (...) Sadzonki krzewów i roślin służących do zmiany wystroju zamkowego otoczenia dostarczała palmiarnia. Była ona również źródłem świeżych warzyw i owoców dla książęcej kuchni. Oczkiem w głowie księżnej pozostawało jednak rosarium. Uprawiano w nim m.in. róże o śnieżnobiałych płatkach, nazwane Daisy. Od początku istnienia palmiarni, obiekt był udostępniany zwiedzającym. Fascynacja księżnej różami była tak duża, że drugie duże rosarium poleciła założyć na zamkowych tarasach.

I właściwie Palmiarnia wygląda tak jak przed laty. Z tą tylko różnicą, że ogrody przed budowlą całkowicie zniknęły, a wiele szklarni "zaopatrzeniowych" się sypie. Poza tym odkąd pamiętam Palmiarnia była taka jak dziś. Są wobec niej plany zmian i mam nadzieję, że za kilka lat pokażę zdjęcia, które pokażą nie tylko jej wewnętrzny urok, ale i przed nią wreszcie rozgoszczą się piękne ogrody. 

I koniec gadania po próżnicy, czas na kwiaty, drzewa i odrobinę tropików. 








* informacje ze strony Zamku Książ (tam też informacje dot. godzin zwiedzania i cen biletów)


6 komentarzy:

  1. Tam zawsze z przyjemnością zaglądam. Wg mnie najładniejsza palmiarnia w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć. Znaczy, że musimy odwiedzać częściej.

      Usuń
  2. Jaka miła ta odrobina tropików :):)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dość, że miła to dostępna nawet w trzaskające mrozy.

      Usuń
  3. Jak byłam tam ostatnio to w bufecie mieli przepyszne maliny na gorąco! Mniam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę daleko, bo chętnie bym pojechał. ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie. ;)

    OdpowiedzUsuń