poniedziałek, 25 czerwca 2012

Praga

Tak, jesteśmy leniwi, no dobra właściwie to ja jestem leniwa, bo do mnie należy słowo pisane. Minęły już niemal dwa miesiące odkąd odwiedziliśmy Pragę, a tu cisza. Trudno mi się jednak zebrać do pisania o miejscu, które średnio mi się podobało (trudno uwierzyć, co?) i wycieczce, która udała się chyba tylko w połowie. Nie myślcie sobie, że nie cenie starych miast i perełek architektury. Co to, to nie.  Po pierwsze zmęczyły mnie tłumy (wolę jednak bardziej samotne miejsca), po drugie nasi "przewodnicy" uznali, że Pragę można zwiedzać bez mapy, przewodnika i tego typu rzeczy. Kręciliśmy się więc bez ładu, czasami nie wiedząc w ogóle na co patrzymy. Początek był więc ciężki (jak pogoda zupełnie nie przystosowano do zrobienie dobrych zdjęć) i  moja mina na Hradzczanach pozostawiała wiele do życzenia. Zrodził się jednak plan, żeby do Pragi jeszcze kiedyś wrócić. Tym razem przygotowanym. Z przewodnikiem, wiedzą i kufereczkiem czeskich stóweczek, żeby wejść wszędzie, gdzie Prażanie sobie liczą. A tym czasem ten wypad traktujemy jako wprawkowy spacer po starej Pradze, bo była i Mala Strana, i Most Karola i Rynek i dzielnica żydowska i nawet piękny park górujący nad miastem... i stare winnice prowadzące na Hradczany. Czegóż chcieć więcej w ramach pierwszego razu? Wiele, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. 

Tymczasem (ze względu na ignorancję "przewodników", jak i niestety naszą, która wszak wynikała z nadmiernej ufności) poniżej mała fotorelacja z praskiego spaceru. 

Hradczany
Hradczany - zmiana warty!
Gotycka Katedra św. Wita, Wacława i Wojciecha
Brama - dziedziniec Zamku Królewskiego
Mala Strana - tak, tam już było pięknie i mniej tłoczno.

Widok na Hradczany (wieże Katedry) z Rynku Malostrańskiego.

Cudownie pusta uliczka na Malej Stranie.

Wełtawa

Rynek Staromiejski - Kościół Najświętszej Marii Panny przed Tynem
Pałac Kinskich - Rynek Starego Miasta.



Stara Synagoga i promienie podeszczowego słońca.


Mosty Pragi - drugi to Most Karola.

Ogrody Królewskie



Ogrody Królewskie - przejście na drugą Hradczan.
Jak wyżej - piękne miejsce i w okolicach godziny 17-18 zupełnie wyludnione. 
I ostatni rzut obiektywu na Stare Miasto ze Wzgórza Hradczańskiego. 

piątek, 1 czerwca 2012

Wałbrzych - Zagórze Śląskie - Wałbrzych, czyli tam i z powrotem

O tak, długi weekend nas rozpieścił i to nie tylko swoja długością, ale i piękną pogodą. Niewiele myśląc zebraliśmy swój niewielki mandżur i ruszyliśmy na dawno zaplanowaną wyprawę. Zaczęliśmy pod Dworcem Miasto w Wałbrzychu, który niedawno gruntownie odremontowany prezentuje się niezwykle okazale. Po obejrzeniu i uwiecznieniu Dworca ruszyliśmy niebieskim szlakiem, jednym z odcinków europejskiego długodystansowego szlaku pieszego E3. I jak zwykle w przypadku Gór Wałbrzyskich, było gorzej niż mogło nam się wydawać.

 Wałbrzyski Dworzec Miasto

Kilka kroków ulicami Starego Zdroju, podziwianie zabytkowego kościoła Zmartwychwstania Pańskiego  i już spotkały nas mniej miejskie okoliczności przyrody. Niebieski szlak skręcił bowiem w prawo i poprowadził nas stromymi schodami, miedzy ogródkami działkowymi wprost w leśne ostępy. Kilka metrów płaskiej i w miarę szerokiej drogi szybko zamieniło się w niedużą ścieżkę prowadzącą ostro w górę na Ptasią Kopę (590 m). Okazało się, że nie wędrujemy sami, nieopodal nas dziki, spory dzik hasał w najlepsze. Z Ptasiej Kopy zeszliśmy na spora równie z miejscem piknikowym. Tam szlak odbijał lekko na lewo i znowu rozpoczęliśmy mozolną wspinaczkę, tym razem na odrobinę  wyższy Lisi Kamień (613m). Tu chwilowo towarzyszyła nam smukła sarna. Później już w całkowitej samotności ruszyliśmy przez Kozice, Dziećmorowice i Rusinową. Trochę polami, trochę asfaltem, by wyjść w całkowitej cywilizacji. Niestety na Rusinowskim rondzie pogubiliśmy szlak, ale idąc na czuja udało nam się trafić na odpowiednią drogę - po wyjściu na rondo należy odbić mocno w lewo, przejść kilka kroków ul Głuszycką i wejść w niewielką uliczką po prawej stronie, która szybko zmienia się w polną drogę (tu już oznakowania są całkiem ładne).  Okazało się, że pod przychodnią stoi tylko pusty kozioł, a tabliczki jakieś aspołeczne typki po prostu pokradły, albo zniszczyły.
 

 W drodze na Ptasią Kopę.

Najpierw polami, później lasem, a na sam koniec znowu pod górkę na sam szczyt Klasztorzyska (631 m) już w Górach Czarnych. I cały czas za niebieskim oznakowaniem.  Droga z Klasztorzyska wiodła całkiem stromo w dół i w sumie cieszyło nas, że na szczyt podchodziliśmy z drugiej strony. A na marginesie niech nikogo nie zdziwi, że Klasztorzysko ma dwa szczyty - jeden oznaczony na szczycie - podejrzewam, że przez samych turystów, drugi kilka metrów niżej, gdzie stoi kamienny słup PTTK.

Tuż przed ostatnim podejściem na Klasztorzystko.

Po zejściu droga wiodła już w miarę płasko i wprost do Zagórza Śląskiego. Wyszliśmy centralnie w Centrum Zagórza, tuż pod głównym wejściem na Zamek Grodno. Okazało się niestety, że majowe imprezy w pełni i ludzi kupa... jarmark średniowieczny u góry, któraś edycja biegu na Grodno (na razie na dole). Nic więc dziwnego, że zdobywać Zamku nam się po prostu odechciało. Uzupełniliśmy zapasy i mimo zmęczenia ruszyliśmy w drogę powrotną. Mając nadzieję na złapanie jakiegoś busa (o naiwności) weszliśmy na szlak żółty (prowadzący do Jedliny-Zdroju) i rozpoczęliśmy mozolną wspinaczkę do Niedźwiedzicy.
Zagórze Śląskie już tuż tuż.
Tam pod XVI wiecznym kościołem pw. św. Mikołaja, na przeciw trochę starszego krzyża pokutnego spoczęliśmy na małym popasie. Krótki odpoczynek i posilenie zbolałych mięśni i gardeł na długo nie pomogły - droga nadal pięła się w górę. Mozolna wędrówka doprowadziła nas najpierw do Polesia, gdzie zboczyliśmy z żółtego szlaku, który odbijał na Jedlinę-Zdrój, a  później na drogę nr 381 już w Wałbrzychu.



Wędrówka do Dworca PKP odbywała się już bez szlaku, drogą 381, czyli ul. Noworudzką i 11-go Listopada. A później, a później autobus i odpoczynek. Na wędrówkę zeszło nam około 8 godzin. Odkryte kończyny i inne nagie elementy ciała przypaliło słońce, a same nogi weszły nam tak, gdzie plecy tracą swą szlachetna nazwę. Ale warto było.  A jak się spało!!


Kwitnące (jak mi się zdaje) wiśnie... gdzieś między Niedźwiedzicą a Polesiem.

Punktacja GOT (S10)
Wałbrzych - Zagórze Śląskie - Wałbrzych - ogólna liczba punktów 30


Dworzec Wałbrzych Miasto - Lisi Kamień (5 pkt)
Lisi Kamień - Rusinowa (4 pkt)
Rusinowa - KIasztorzysko (4 pkt)
Klasztorzysko - Zagórze Śląskie (4 pkt)
Zagórze Śląskie - Polesie (6 pkt)
Polesie - Rusinowa (3 pkt)
Rusinowa - Dworzec Wałbrzych Miasto (3,6 km - 4 pkt)