piątek, 26 października 2012

Ostatnie podrygi polskiej, złotej jesieni

Kto by pomyślał, że jeszcze kilka dni temu słońce grzało tak mocno, że ja, nadworny zmarzluch  chodziłam w krótkim rękawku. Zakrawa o krwawą masakrę szybkość z jaką pogoda przestała nas rozpieszczać  Już poniedziałkowy poranek powitał nas chłodem, mżawką i mgłą tak gęstą, że spokojnie siekierkę dałoby się zawiesić. Wtedy myślałam, że przyroda płacze, bo odchodzi nasz dwudziestoletni kot. O ludzka i kocia naiwności. Minął poniedziałek i niewiele się zmieniło, a dziś poranek przywitał nas prószącym lekko śniegiem. Ale że to już! Eh... minął jesień, minął wrzesień i październik... znowu jesień! 

A jeszcze niemalże wczoraj było tak pięknie!

Pełnia ciepła feeria barw obiecywała tak wiele.


I jak widać pogoda okazała się być idealna nie tylko dla tych poruszających się per pedes. Wzgórze Giedymina nawiedził również motocyklista. Pojawił się i pomknął w stronę Szczawna-Zdroju.  



Nawet drzewa jeszcze przyprószone rudością, żółcią, ba nawet zielenią liści pełne nadziei przeglądały się w stawie. 


Droga do Szczawna-Zdroju okryta kołdrą liści... tak z góry i z dołu. Magiczna pora roku ta jesień. Szkoda, że zmienna jak kobieta. 


Widok na Słoneczną Polanę. Dawno temu knajpka, jeszcze dawniej pole golfowe. Teraz tor kolarski. 


I to na tyle tej pięknej jesieni na drodze z Wałbrzycha do Szczawna-Zdroju (dla zainteresowanych mogę nawet podać punkty GOT). Pewnie ostatni w tym roku w tak pięknych okolicznościach przyrody. Następne fotorelacje pewnie już w całkowicie zimowym plenerze.