środa, 7 grudnia 2011

Z Wałbrzycha do Andrzejówki i z powrotem

Pierwotnie miałam napisać, że jestem niezwykle niezadowolona z tej wycieczki. Pierwotnie miałam napisać, że trasa jest beznadziejna, krótka i mało górska. Pierwotnie miałam napisać, że to wprawdzie moja subiektywna ocena, podyktowana stanem fizycznym i psychicznym, niemniej jednak było kiepsko. Nic z tych rzeczy jednak. Andrzejówka to jakieś magiczne miejsce, przynajmniej w naszym mniemaniu znajduje się na takiej liście. Panujący tam spokój, piękne okoliczności przyrody oraz zimny Skalak potrafią całkiem trwale poprawić humor i wywołać uśmiech na twarzy. Do rzeczy jednak!



































 
Ruszyliśmy spod Dworca Głównego W Wałbrzychu. Pierwotnie trasa miała wieść przez dwa Zamki Piastowskie (Nowy Dwór i Rogowiec), Camilos uznał jednak, że czasu niewiele, lepiej więc od razu uderzyć na Andrzejówkę. Zboczyliśmy więc ze szlaku czerwonego na zielony. Początkowo droga wiodła spokojnie i płasko. Z jednej strony łąka, z drugiej podgórzańskie ogródki działkowe. Po wejściu w las było mniej miodowo, ale stromość podejść zakodowałam dopiero podczas drogi powrotnej.



Lekka wspinaczka w końcu ustąpiła miejsca spokojnej drodze wśród łąk i lasów.  Po wejściu w jako taką cywilizację znaleźliśmy się w Rybnicy Leśnej. Schodząc z górki, na którą wspinaliśmy się od strony Wałbrzycha, wyszliśmy na krajową 35. Skręciliśmy w lewo i już za drogowskazami poboczem ruszyliśmy prosto do Schroniska. Droga wiodła nas raz bardziej, raz mniej stromo, ale nieustannie w górę. Po około 30 minutach mogliśmy jednak zasiąść przy upragnionym Skalaku i frytkach, których smak przywodził ten pamiętany z dzieciństwa.



Po kilku butelkach, dwóch porcjach frytek i leniwym wylegiwaniu się na niemalże ostatnim jesiennym słońcu ruszyliśmy w drogę powrotną. Do domu wróciliśmy już po zachodzie słońca, ale ze słonecznymi uśmiechami. Wycieczka prosta, nieskomplikowana, ale udana jak zawsze!

A na koniec zmęczeni wędrowcy :)

Punktacja GOT
Wałbrzych - Andrzejówka - Wałbrzych - ogólna liczba punktów 20

PKP Wałbrzych Główny - Rozdroże nad Starym Glinikiem (4 pkt)
Rozdroże nad Starym Glinikiem - Rybnica Leśna (3 pkt)
 
Rybnica Leśna - Andrzejówka (5 pkt)

Andrzejówka - Rybnica Leśna (3 pkt)
Rybnica Leśna - Rozdroże nad Starym Glinikiem (3 pkt)
Rozdroże nad Starym Glinikiem - PKP Wałbrzych Główny (2 pkt)

sobota, 8 października 2011

Wokół Rudaw Janowickich

Wycieczka wyszła całkiem spontanicznie. Wprawdzie gdzieś tam nam się w głowie kołatało sobotnie wyjście, ale raczej nie w Rudawy. Wyszło jak wyszło, a wycieczka okazała się bardzo przyjemna, a góry niezwykle malownicze. 



Na szlak weszliśmy w Janowicach Wielkich i tam też zakończyliśmy naszą wyprawę. Najpierw podążaliśmy za zielonymi znakami, które od Dworca kolejowego zaprowadziły nas prosto do lasu. Już od pierwszych kroków po leśnej ścieżce otoczenie mnie oczarowało. Piękny las, słońce, które docierało do jego niższych partii przedzierając się przez korony drzew, piękne ścieżki, wijące się miedzy głazami i Janówka przecinająca to tu, to tam nasza drogę. Jak dla mnie naprawdę bomba.

Przez las droga nadal wiodła szlakiem zielonym. Trochę w górę, trochę płasko. Zdecydowanie na spokojny weekendowy spacer. Szlak doprowadził nas do Zamku Bolczków, gdzie zdobyliśmy pierwszy z punktów widokowych. Dziś zamek to ruiny niegdysiejszej posiadłości rycerskiej rodu Boliców. Zbudowano go w XIV wieku w skalnym gnieździe powyżej doliny potoku Janówki. Co interesujące właściciele zamku miast strzec wiodących przez Rudawy Janowickie szlaków sami nie stronili od bandyckich najazdów na kupieckie tabory. Do tego sympatyzowali z husytami (podczas wojen husyckich Zamek Bolczków był ostoją husytów). Niestety praktyki Boliców nie skończyły się najlepiej. W 1433 zamek zamek został zburzony przez świdnickich mieszczan reprezentujących interesy biskupa wrocławskiego oraz chcących położyć kres rabunkom. Po tym incydencie Bolczków odbudowano i powiększono o duży dziedziniec. Prace zakończyły się pod koniec XV wieku. Ponowna rozbudowa miała miejsce w kolejnym stuleciu - wybudowano barbakan i suchą fosę. Niestety zamek nie miał szczęścia - w czasie wojny 30-letniej został zdobyty przez Szwedów i w 1645 roku spłonął. Niestety nigdy już nie odbudowany*.  Na szczęście widok z samego szczytu Zamku do dziś pozostał piękny. Widok rozciąga się bowiem aż po same Sudety. Piękne miejsce na chwilę odpoczynku i drugie śniadanie. 




Z Zamku Bolczków ruszyliśmy czarnym szlakiem w kierunku form skalnych - Skalanych Bram. Przejście zajęło nam około 20 minut. Wśród drzew nieustannie mijaliśmy formy skalne będące częścią Janowiskich Głazisk. Po tym czasie zboczyliśmy na szlak niebieski prowadzący lekko w dół. Dotarliśmy do asfaltowej drogi i uroczego dolinki, w której płynie Janówka. Tu znajduje się skrzyżowanie szlaków. Nas dalej interesowały znaki niebieskie prowadzące do Starościńskich skał. Jednak najpierw, już po kilku minutach po prawej stronie stronie drogi wznosi się Piec - uroczy punkt widokowy. Po przejsciu przez potok, na początku bardzo podmokłą (i jak się okazało - trudną do odnalezienia - przynajmniej dla nas) ścieżką wspinamy się dosyć stromo do Starościńskich Skał (715 m). Same formy skalne są piknę, ale największa atrakcja to wspinaczka na punkt widokowy. I muszę przyznać, że warto - na najwyższej skałce znajduje się platforma widokowa, z której rozciąga się przepiękna panorama Rudaw Janowickich, Gór Kaczawskich i Karkonoszy. Widok zapiera dech w piersiach i niestety opisać się go nie da. 

 







Po zejściu ze Starościńskich Skał wracamy na niebieski szlak. Droga prowadzi pośród lasu, w którym dalej czają się malownicze formy skalne - Fajka i Strużnickie Skały. Wreszcie docieramy do kolejnego rozdroża - Rozdroża pod Jańską Górą. Skręcamy w prawo za znakami zielonymi i kierujemy się w stronę Zamku Bolczków i Janowic Wielkich. Po około 30 minutach wracamy na szeroką, bitą drogę, gdzie szlak zielony łączy się z żółtym. Przed nami ostatnie z form skalnych - Krowiarki, które wznoszą się nad Doliną Janówki aż po Zamek Bolczków. Sama nazwa pochodzi z czasów wojny 30-letniej, podczas której chłopi wraz ze swoim inwentarzem pośród tych gór szukali schronienia. A dalej już za żółtymi znakami prosto do Janowic Wielkich.









Końcowo muszę przyznać, że Rudawy Janowickie to góry niezbyt wymagające, obficie zalesione, z kilkoma niesamowitymi punktami widokowymi i formami skalnymi. Nic tylko polecić na jesienne weekendowe wypady.
 

Punktacja GOT
Janowice Wielkie - Zamek Bolczków - Starościńskie Skały - Janowice Wielkie - ogólna liczba punktów 16

Janowice Wielkie - Zamek Bolczków (2 pkt)
Zamek Bolczków - Głaziska Janowickie (2 pkt)
 Głaziska Janowickie - Dolina Janówki (1 pkt)

Dolina Janówki - Starościńskie Skały (5 pkt)
Starościńskie Skały - Strużnickie Skały (1 pkt)
Strużnickie Skały - Rozdroże pod Jańską Górą (1 pkt)
Rozdroże pod Jańską Górą  - Krowiarka (1 pkt) 
Krowiarka - Janowice Wielkie (3 pkt)


*R. Chanas, J. Czerwiński, Sudety, 1974 Warszawa.

piątek, 30 września 2011

Wielka Sowa podejście drugie

Wielka Sowa podczas wrześniowego urlopu została przez nas zdobyta po raz drugi. Tym razem wybraliśmy Główny Szlak Sudecki prowadzący z Przełęczy Sokolej wprost na najwyższy szczyt Gór Sowich. Co ciekawe, tą trasa po raz pierwszy wchodziliśmy na Wielką Sowę i przyznaję, że okazała się być ona bardzo przyjemną.

  Z Przełęczy Sokolej do Orła

 Schronisko Orzeł

Do Przełęczy Sokolej dojechaliśmy automobilem. Z zaparkowaniem problemów nie ma. Można znaleźć miejsce na poboczu, płatnym parkingu tuż obok wejścia na szlak, a nawet, jeśli jesteśmy już wyjątkowo leniwi, wjechać pod Schronisko Orzeł i tam zostawić samochód. Każdy wybierze coś dla siebie. My zostawiliśmy auto już w Sokolcu i ruszyliśmy czerwonym szlakiem z samego dołu Przełęczy Sokolej. Droga wiedzie pod górę praktycznie od pierwszego kroku. Po kilku metrach mija się pierwsze zabudowania - knajpę pod Sową. Kilka metrów wyżej znajduje się Schronisko Orzeł. Za nim czerwony szlak wiedzie praktycznie cały czas przez las. Po kilkunastu minutach spokojniejszego już marszu (droga staje się bowiem zdecydowanie łagodniejsza) docieramy do dziewiętnastowiecznego Schroniska Sowa, które jest już położone na 900 m. p. p. m. Schronisko tak z zewnątrz, jak i z wewnątrz prezentuje się bardzo klimatycznie. I co przyjemne można w nim wypić bromovskiego Opata. Poniżej schroniska, tuż przy zielonym szlaku, prowadzącym do Sokolca, znajdują się stare zabudowania - pozostałości po Osadzie Sowa (Euldörfel). 

 Schronisko Sowa

 Pozostałosci po Euldörfel

Później już tylko spacerowym krokiem zdobywamy Wielką Sową. Przebycie tej części czerwonego szlaku od początku do końca jest niezwykle przyjemne i niezbyt wymagające. Jedyne co należy czynić to czerpać przyjemność ze spaceru. W sumie w połowie drogi żałowałam, że nigdy wcześniej nie poznałam tej drogi. 

Na Wielkiej Sowie postanowiliśmy nie wracać tę samą trasą. Padło więc na szlak czerwony prowadzący do Koziego Siodła. Ponownie szło się niezwykle przyjemnie. Duża część trasy prowadziła płaskimi odcinkami, dopiero ostatni odcinek prowadzący do samej Przełęczy Kozie Siodło prowadził mniej lub bardziej ostro w dół. Sama Przełęcz okazała się całkiem obszernym, płaskim terenem z węzłem szlaków - czerwony prowadził na Kozią Równie i dalej do Przełęczy Jugowskiej i na Kalenicę, zielony do Ludwikowic Kłodzkich i zółty do Schroniska Sowa. My obraliśmy ten ostatni, by znaleźć się na powrót   znaleźć się na Głównym Szlaku Sudeckim prowadzącym do Przełęczy Sokolej. Droga pod naszymi nogami głownie układała się w miarę płasko, choć trafiło się kilka podejść. Nic w tym jednak dziwnego, różnica wysokości między Kozim Siodłem, a Schroniskiem Sowa nie jest wcale duża. 

 Urokliwy punkt czerpania wody tuż za Kozim Siodłem

Sama wędrówka trwała ok pół godzinki. Po powrocie na czerwony szlak, w ciągu około 20 minut znaleźliśmy się przy samochodzie na Przełęczy Sokolej. 

 Sysunia i to z koleżanką

Musze przyznać, że wycieczka bardzo przyjemna, nie wymagająca jakiejś wyjątkowej sprawności fizycznej. Idealnie sprawdzi się na weekendowy, kilkugodzinny, spacerowy wypad.

Punktacja GOT
Przełęcz Sokola - Wielka Sowa - Kozie Siodło - Schronisko Sowa - Przełęcz Sokola - ogólna liczba punktów - 12

Przełęcz Sokola - Wielka Sowa (6 pkt)
Wielka Sowa - Kozie Siodło (2 pkt)
Kozie Siodło - Schronisko Sowa (2,2 km - 2 pkt)
Schronisko Sowa - Przełęcz Sokola (1,8 km - 2 km)

wtorek, 27 września 2011

Wielka Sowa podejście pierwsze

Pierwotny plan był taki - z Walimia ruszamy żółtym szlakiem przez Małą Sowę, zdobywamy najwyższy szczyt Gór Sowich i niebieskim schodzimy na przełęcz Walimską. Taki był plan, ale że wyszło jak zawsze, bo ze mnie marny organizator, wycieczka przebiegła zupełnie inaczej. Nie znaczy to wcale, że była nieudana - wręcz przeciwnie.

Widok na Wielką Sowę z drogi prowadzącej z Jugowic Górnych do Walimia

W Walimiu próbowaliśmy znaleźć żółty szlak, którym po raz pierwszy zdobywałam Wielką Sowę. Niestety nie udało się. Przeszliśmy ulica Kościuszki obok starych zakładów tekstylnych - obecnie w ruinie i tym sposobem znaleźliśmy się na szlaku niebieskim (niestety oznakowania były niewidoczne, szliśmy więc według wskazówek miłego autochtona i własnych wewnętrznych kompasów wspomaganych mapą). Z Kościuszki skręciliśmy więc w ulicę Słowackiego, która ostro pięła się w górę. Przy dużych serpentynach znowu wkroczyliśmy na drogę główną, która już mniej lub bardziej prosto zaprowadziła nas na Przełęcz Walimską. Mogliśmy odetchnąć, miejsko-drogowy odcinek był już za nami. Teraz tylko leśne ostępy i niezakłócone niczym podziwianie krajobrazów.


Walimskie zakłady
 Są takie samotne drzewa

Na sam szczyt szlak jest już dobrze oznakowany (niebieski), trudno więc z niego zboczyć. Dojście na szczyt zajmuje około 40 minut jeśli wyłącznie się maszeruje. To jednak jest trudne, ponieważ od tej strony Wielkiej Sowy rozpościera się piękny widok. Masyw Ślęży, Góry Wałbrzyskie i w tle Karkonosze reprezentowane przez majestatyczną Śnieżkę. Naprawdę piękne. Nie mogliśmy się więc powstrzymać od podziwiania krajobrazu i robienia zdjęć. Wejście na szczyt zajęło nam więc więcej czasu, ale że wędrujemy dla przyjemności, to ten...

      A droga długa jest...
A w tle Góry Wałbrzyskie

Wrześniową porą Wielka Sowa nie jest aż tak tłumnie oblegana. Było więc miło i spokojnie. Krótki popas, kilka fotek - niestety nie z wieży, bo Klopsowi jakoś się nie chciało - i zejście szlakiem, którym mieliśmy wchodzić.  Żółty szlak początkowo prowadzi tak samo jak niebieski. Po jakiś 10 minutach wędrówki rozdziela się by prowadzić stromo w dół. Nie ma żadnych zmian, żółty szlak prowadzi bowiem wprost do Walimia. I co zabawne droga okazała się dużo mniej malownicza niż szlak niebieski, ucieszyła nas więc ta  pomyłka szlakowa. Praktycznie do samego Walimia wędrowaliśmy w lesie, widoków zero, droga kamienista. Mimo to szło się przyjemnie, a i kilka grzybów znalazło się w siateczce.


 Wzburzone łany traw
Sowiogórska wieża
 Punktacja GOT

Walim - Wielka Sowa - Walim - ogólna liczba punktów -14


Walim - Przełęcz Walimska (5 pkt)
Przełęcz Walimska - Wielka Sowa (5 pkt)
Wielka Sowa - Walim (4 pkt)

niedziela, 4 września 2011

Chełmiec grupowo

Z ekipą z pracy wycieczkę na Chełmiec planowaliśmy od roku. Wreszcie się udało, szczyt zdobywaliśmy częściowo trasą nie znaną przez nikogo z obecnych - oczywiście z wyłączeniem naszego przewodnika. Niestety, nad pracową wyprawą na Chełmiec zawisło jakieś fatum i w prawdzie wycieczka się udała, ale chwilę po niej nasz komputer postanowił się zbuntować. Zdjęcia zostały więc uwiezione na twardym dysku i mam nadzieję, że zostaną odzyskane, nie mam jednak zielonego pojęcia, kiedy to nastąpi. Postanowiłam więc więcej nie czekać i pokrótce opisać trasę naszej małej wyprawy.

Punkt zborny to ulica 1-go Maja w wałbrzyskiej dzielnicy Sobięcin, dokładniej na przystanku autobusowym na przeciwko budynku Wałbrzyskiej Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości. Ruszyliśmy w górę w poszukiwaniu ulicy Cmentarnej, która od 1-go Maja odbijała w prawo. Przemknęliśmy obok sióstr Niepokalanek i zostaliśmy zaciągnięci na sobięciński cmentarz, by nasz przewodnik mógł powiedzieć słów kilka o pomniku upamiętniającym największy wypadek górniczy. Później ruszyliśmy już polną drogą pod górę, przeszliśmy stare, nieistniejące torowisko - uprzednio podziwiając panoramę Wałbrzycha. Później ostro w dół  do Złotych wołów - jedna ze sztolni starych wałbrzyskich kopalń. Później ciągle w górę. Bardziej lub mniej ostro, ale nieustannie wspinaliśmy się całkiem szeroką drogą. Następnie odbiliśmy ostro w prawo by wspiąć się na Klepisko. Tam krótki popas i wysłuchanie historii o wyplewieniu ostatniego bastionu hitleryzmu - Polacy przybyli na tzw. ziemie odzyskane zburzyli Wieże Bismarcka na Klepisku, będące podobno ostoją faszyzmu.


Ten odcinek trasy jest niestety nieoznakowany,jednak mimo oznaczeń przy znajomości terenu da się odnaleźć właściwą drogę. My mogliśmy polegać na Krzysiu - super przewodniku i przodowniku.

Później trafiliśmy już na szlak prowadzący na Chełmiec z Boguszowa-Gorc, który prowadzi Górniczą Drogą Krzyżową. Na szczycie oczywiście nie obeszło się bez ogniska. A w dół? A w dół to już prosto na Konradów i do Szczawna-Zdroju niebieskim szlakiem.

Punktacja GOT

Sobięcin- Chełmiec- Szczawno-Zdrój - ogólna liczba punktów -13

Sobięcin- Chełmiec (8 pkt)
Chełmiec- Szczawno-Zdrój (5 pkt)

czwartek, 21 lipca 2011

Korona Sokołowska cz. 1 - Bukowiec

Dla odmiany postanowiliśmy porzucić niziny i tym razem wybrać się w nieco bardziej górzyste partie Sudetów. Wybór padł na Góry Suche rozciągające się wokół Sokołowska. Z racji, że mój towarzysz wyprawy cierpiał z powodu niedawno utworzonego pęcherza, nie mogliśmy pozwolić sobie na jakąś bardzo ambitną wycieczkę. Wybór więc padł na Bukowiec, który mimo niewielkiej wysokości (886 m. n. p m.) zaskoczył nas niemalże pionowym podejściem.

 Zaczęło się sielankowo.
Ruszyliśmy z Centrum Sokołowska, zaczynając wędrówkę od rozwidlenia szlaków i obrania szlaku czerwonego. Po kilku krokach asfaltowymi ulicami weszliśmy na polną drogę i owiały nas swojskie zapachy bydła. Po jakiś 10 minutach dotarliśmy na stary niemiecki cmentarz, a raczej jego pozostałości. Ruiny kaplicy cmentarnej i smutne, poprzewracane nagrobki, to wszystko co się ostało z miejscowego, powstałego w międzywojniu cmentarza.  I to był ostatni łagodny element podejścia pod Bukowiec. Tuż za cmentarzem czekała nas niemiła niespodzianka w postaci pionowego podejścia. Było o tyle niekomfortowo, że plecaki niebezpiecznie przeciążały sylwetkę ku dołowi, a pod stopami toczyły się kamyki i łuski buczyny. Może po około 20 minutach intensywnego podejścia udało nam się wyjść na płaską i szeroką leśną drogę. Niestety, ku wielkiemu oburzeniu Clopsa, szlak jedynie przecinał zachęcająco płaską drogę i wiódł nas dalej stromo pod górę. Druga część podejścia okazała się trochę łagodniejsza, niemniej jednak i tak trochę dała nam w kość.W końcu udało nam się zdobyć szczyt, ze względu na strome podejście dopiero po około godzinie (raczej minus niż plus).

Odręczne tabliczki na Bukowcu

Na Bukowcu popasu nie było, uznaliśmy, że lepiej dotrzeć do Andrzejówki i wypić chłodnego browara (tzn. mnie browar dany nie był, ale jakoś to przeżyłam).Dlatego raźnie ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem, który na nasze szczęście wiódł tym razem szeroką przecinką. Pogoda była piękna, droga prosta - cóż więcej chcieć?


Szeroka droga przed nami.



W pewnym momencie szlak gwałtownie skręcał w prawo, okazało się, że tuż przed nami znajduje się teren kopalni melafiru. A szkoda, bo widok tuż przy ogrodzeniu i znakach ostrzegawczych robił spore wrażenie. Chcąc nie chcąc zawróciliśmy by znowu znaleźć się na szlaku, który tym razem nieoczekiwanie zaczął wieść nas w dół. W pewnym momencie kopalnia, a z nią szum ciężkiego sprzętu była tuż nad naszymi głowami. Po przekroczeniu dolinki znowu zaczęliśmy się wspinać. Droga prowadziła nas zboczami wzgórz eksploatowanych przez kopalnie. Z prawej strony ścieżki zarośniętej obficie trawą, w której z moim wzrostem z łatwością mogłabym się ukryć, mieliśmy urwisty stok... Mimo to drga była bardzo przyjemna i jakoś po niecałej godzinie naszym oczom ukazało się Schronisko. Niestety jakimś cudem udało nam się zgubić szlak i przedostatnie kroki przeszliśmy brodząc w maliniskach i pokrzywiskach... a co tam wszystko dla zdrowia. 

Przez łąki, przez pola biegie fasola.
"A droga długa jest, nie wiadomo czy ma kres" - zejście do Sokołowska .

W Andrzejówce było cudownie. Pyszne piwko, które udało mi się wyłącznie powąchać, cisza, spokój i piękne okoliczności przyrody. Co ważne tłumów nie było. Po prawdzie ludzi więcej niż na szlaku, ale szału nie było, co również niezmiernie nas ucieszyło.
 Andrzejówka w całej okazałości.

 Browar musi być - tu ciemny Skalak.

Po długim popasie postanowiliśmy wyruszyć z powrotem do Sokołowska. Uparłam się, żeby przejść żółtym szlakiem przez Zamek Radosno i już po kilkunastu minutach zgubiłam szlak. Trawy mające ponad półtora metra nie ułatwiają odnalezienia oznaczeń. Trochę nadrobiliśmy, ale w końcu się  udało. Krótkie podejście i  oto wyrosła przed nami rozpadająca się wieża. Radosno robi wrażenie o tyle, że praktycznie pojawia się wśród drzew znikąd. Poza tym ruiny zachowane w bardzo złym stanie, chyba najmniej malownicze jakie do tej pory widziałam.

 Mała, leśna armia.

Widok od dołu na ruiny Zamku Radosno.

Tofka i jej droga przez mękę.

Konstytuowaliśmy drogę powrotną. Pozostało nam kilka kroków do Sokołowska. Droga zajęła nam jakieś 30 minut, bo napotkaliśmy po drodze krzew pełen niespodzianek. Clops nie mógł się powstrzymać i napstrykał zdjęć całej posilającej się menażerii.



Punktacja GOT

Sokołowsko - Bukowiec - Sokołowsko - ogólna liczba punktów -10
Sokołowsko - Bukowiec (5 pkt)
Bukowiec - Schronisko Andrzejówka (2 pkt)
Schronisko Andrzejówka - Zamek Rogowiec - Sokołowsko (3 pkt)


środa, 6 lipca 2011

Szlakiem Zamków Piastowskich - Stary Książ i Zamek Cisy

Camilos uznał, że jest góralem nizinnym, próbowałam więc wybrać trasę mniej górską. I udało się, jednak trasa Szlakiem Zamków Piastowskich okazała się całkiem męcząca, a moje pięty czuły ją jeszcze przez kilka dni.

Na wyprawę wyruszyliśmy w miejscu, które kończyło naszą ostatnią wycieczkę, czyli pod wałbrzyską Palmiarnią. Odnalezienie zielonych oznaczeń nie było niczym trudnym, bo widać je bardzo wyraźnie na drzewach tuż przy pętli autobusowej. Trasa początkowa wiedzie polami, obok nielicznych domostw, później robi się bardziej leśnie.  I co ważne, nie jest męcząco, różnice wysokości są niewielkie i jedyne co udaje nam się zdobyć to niewielkie podejścia drogą, która głównie prowadzi obrzeżem lasu. W bardzo krótkim czasie udaje nam się zdobyć pierwszy cel. Po jakiś 25 minut i 5-minutowym marszu już w lesie, naszym oczom ukazuje się Stary Książ. Wokół kręci się trochę ludzi, ale tłumów nie widać. Sytuacja ulega zmianie już w centrum ruin, bo na "tarasie widokowym", z którego rozciąga się piękny widok na Książ właściwy ma miejsce ślubna sesja fotograficzna. Plus, że to nie nasz pierwszy raz na Starym Książku, więc spokojnie odpuszczamy sobie tę lokalizację.

 Schody prowadzące na Stary Książ




  Widok ze Starego Książa na Góry Wałbrzyskie

Niemniej jednak w tym miejscu warto nakreślić historię ruin Starego Książa, które zarazem są i nie są ruinami. Jeszcze za czasów mojego bajtlostwa panowała powszechna opinia, że Stary Książ położony na przełomem Pełcznicy w południowej części Krajobrazowego Parku Książańskiego jest romantyczną budowlą, którą wybudowano w XVIII wieku. Ostatecznie a i owszem zachowane do dziś ruiny są "sztuczne", ale zostały one wzniesione na bazie ruin starego, warownego zamku z XIII w. W wyniku dokładnych badań, przeprowadzonych dopiero pod koniec XX wieku, okazało się, iż już na przełomie IX i X wieku istniał tu gród, który na przełomie XIII i XIV wieku przebudowano na murowany zamek. Fundatorem tej przebudowy Był Bolko I Surowy. Warownia nie była jednak użytkowana zbyt długo, gdyż tuż obok (ok. 800 m dalej) zaczęto wznosić Książ właściwy i prawdopodobnie pod koniec XV w. została opuszczona. W tym czasie zamek był głownie siedzibą zbójcerzy, którzy rabowali okolicę. Dopiero w ostatniej dekadzie XVIII wieku pozostałości zamku przebudowane zostały na romantyczną rezydencję na zlecenie księcia Hansa Heinricha VI Hochberga. Nowa budowla powstała na bazie starej warowni. Stary Książ został ustylizowany na romantyczne ruiny gotyckie, gdzie centralnym elementem był trójkątny zamek właściwy uzupełniany przez dwa podzamcza. Do wznoszenia, a potem wykończenia nowego-starego założenia użyto oryginalnych elementów renesansowych i barokowych, przeniesionych tu z innych historycznych obiektów.
      
          A ten napis ubawił nas setnie
Ruiny Starego Książa opuściliśmy szybko. Kilka fotek i już nas nie było. Wróciliśmy na zielony szlak, by stromym zboczem wzgórza, na którym znajdują się ruiny, dotrzeć do przełomu Pełcznicy. Przyznam, że miejscami nie obeszło się, bez pomocnej dłoni podanej przez gałązkę czy pieniek. Droga w dół nie trwała jednak długo, a wędrówka wąwozem Pełcznicy była już czystą przyjemnością. Widok piękny, brak ludzi i droga prowadząca wzdłuż rzeki. Cóż więcej chcieć? No cóż... szkoda, że w Pełcznicy pływa mnóstwo śmieci i że szlak jest tak niepopularny. Może to nie Pienińska Droga Przełomami Dunajca, ale ten odcinek szlaku ma naprawdę wiele uroku, szczególnie w tak ładny dzień.

Droga Wąwozem Pełcznicy

 Zamek Książ - widok z Pełcznicy, niekoniecznie rzeki...

Szlak zaprowadził nas prosto do Cisu Bolko, który ze względu na swój wiek jest Pomnikiem przyrody. Tuż obok znajduje się wyjście z korytarza kopanego przez Hitlerowców pod Zamkiem Książ (dwa podobne minęliśmy   trochę wcześniej, ich ujście wychodziło wprost do rzeki). Później krótki odcinek prowadzący przez Pełcznicę - tym razem nie rzekę, a dzielnice Świebodzic, a później znowu las. Z Pełcznicy na Zamek Cisy (Zamek Cieszów) prowadzi szeroka droga, żadnych stromych podejść, żadnych zejść idzie się niemalże jak po stole. Nic dziwnego, że na tym docinku mijamy spora grupę wyposażoną w sprzęt piknikowy. Od tego momentu przeczuwam tłum w okolicach ruin i nad Czyżynką. Niestety moje obawy się spełniły i tak nici z ogniska, nici z popasu, kilka zdjęć i dalej marsz.

Polanka tuż przed Doliną Czyżynki

Ilość ludzi mnie jednak nie dziwi. Miejsce jest bardzo przystępnie położone. Jak wspomniałam wcześniej droga jest prosta i zdecydowanie niewymagająca. Co więcej prawie pod samą rzekę można dojechać samochodem (co też uczyniło kilku piknikujących, miło, że auta zostawili przed wejściem do Książańskiego Parku Krajobrazowego), czego nie polecam, wszak i odpoczynek i jedzenie smakują lepiej po choćby niewielkim wysiłku fizycznym.

 Wejście do ruin

Aby zobaczyć ruiny zamku należy przekroczyć Czyżynkę i podejść pod niewielką górkę. Po chwili oczom ukazuje się sporych rozmiarów brama oraz drewniany mostek. Historia Zamku Cisy sięga XIII wieku. Pierwsza wzmianka o Cisach pochodzi z 1241 roku, choć niewykluczone, że jeszcze przed tą datą istniał w tym miejscu gród o charakterze obronnym. Jak można się domyślać sponsorem budowy warowni był nie kto inny jak Bolko I Surowy, Książę Świdnico-Jaworski. Otoczony fosą zamek nad urwistym zboczem (350 m) doliny Czyżynki stanowił dobry punkt obronny. Stał również na straży szlaków handlowych. Historia zamku była dość skomplikowana, przechodził on z rąk do rąk, raz należał do Książąt Świdnicko-Jaworskich, innym razem był czeską warownią, albo siedzibą rabusiów. Podczas wojny trzydziestoletniej Cisy zostały spalone Ostatecznie proces niszczenia zamku i popadania w ruinę rozpoczął się w XVII wieku. Właściciele nadal zmieniali się jak rękawiczki, żaden z nich jednak nie zadbał o należyte zabezpieczenie ruin. Dopiero w 1927 r. wałbrzyszanin Walter Brehmer podjął prace konserwatorskie, podczas których zabezpieczono teren. Udało się wówczas zrekonstruować bramę oraz wieżę. Po II wojnie światowej nad zamkiem pieczę miało harcerstwo, aż wreszcie w latach 60. Cisy zabezpieczono jako trwałą ruinę.

 Wieża zamkowa odbudowana przed II wojną światową
Wejście na wysoki zamek

 Mury obronne
Do dziś zachowały się liczne fragmenty murów obronnych i znaczna część wysokiego zamku. I nie da się ukryć, że Cisy to naprawdę klimatyczne miejsce, szczególnie jak trafi się na brak tłumów. Nam się niestety nie udało, dlatego w szybkim tempie opuścilismy ruiny. Weszliśmy na szlak niebieski prowadzący do Strugi. Po kilkunastu minutach wyszliśmy z lasu i większość drogi pokonaliśmy drogą wśród pól. Otaczający nas krajobraz był tak piękny, że zmitrężyliśmy sporo czasu na robienie zdjęć. Cóż, do domu było blisko, tak więc mogliśmy sobie na to spokojnie pozwolić.
 Trójgarb nad łanami zboża
Mała wędrowniczka na tle Chełmca...
Do przebycia została na Struga i zdobycie Wzgórza Ułanów Nadwiślańskich (oczywiście już niebiesko-żółtym Szlakiem Ułanów Nadwiślańskich). Niestety już do Szczawna-Zdroju cała droga prowadziła asfaltówką. Mimo to po krótkim odpoczynku przy Pomniku Ułanów, do Szczawna było już z górki (tak dosłownie, jak i w przenośni).

 Pomnik Ułanów Nadwiślańskich na Czerwonych Wzgórzach
Wieża św. Anny W Szczawnie-Zdroju
Wycieczka naprawdę przednia i godna polecenia. Męcząca tylko ze względu na ilość przebytych kilometrów. Mnie niestety na polnej drodze do Strugi nieźle obtarły nowe buty. Ostatnie metry przemierzałam jak pokraka, co później odbiło się nie tylko na moich piętach, ale i na mięśniach pośladków. Ale cóż... warto było.

Punktacja GOT

Wałbrzych - Stary Książ - Zamek Cisy - Szczawno-Zdrój - ogólna liczba punktów -22
Palmiarnia - Stary Książ (2 pkt)
Stary Książ - Cis Bolko (3 pkt)
Cis Bolko - Pełcznica (3 pkt)
Pełcznica - Zamek Cisy (4 pkt)
Zamek Cisy - Struga (5 pkt)
Struga - Czerwone Wzgórza (2 pkt)
Czerwone Wzgórza - Szczawno-Zdrój (3 pkt)