czwartek, 21 lipca 2011

Korona Sokołowska cz. 1 - Bukowiec

Dla odmiany postanowiliśmy porzucić niziny i tym razem wybrać się w nieco bardziej górzyste partie Sudetów. Wybór padł na Góry Suche rozciągające się wokół Sokołowska. Z racji, że mój towarzysz wyprawy cierpiał z powodu niedawno utworzonego pęcherza, nie mogliśmy pozwolić sobie na jakąś bardzo ambitną wycieczkę. Wybór więc padł na Bukowiec, który mimo niewielkiej wysokości (886 m. n. p m.) zaskoczył nas niemalże pionowym podejściem.

 Zaczęło się sielankowo.
Ruszyliśmy z Centrum Sokołowska, zaczynając wędrówkę od rozwidlenia szlaków i obrania szlaku czerwonego. Po kilku krokach asfaltowymi ulicami weszliśmy na polną drogę i owiały nas swojskie zapachy bydła. Po jakiś 10 minutach dotarliśmy na stary niemiecki cmentarz, a raczej jego pozostałości. Ruiny kaplicy cmentarnej i smutne, poprzewracane nagrobki, to wszystko co się ostało z miejscowego, powstałego w międzywojniu cmentarza.  I to był ostatni łagodny element podejścia pod Bukowiec. Tuż za cmentarzem czekała nas niemiła niespodzianka w postaci pionowego podejścia. Było o tyle niekomfortowo, że plecaki niebezpiecznie przeciążały sylwetkę ku dołowi, a pod stopami toczyły się kamyki i łuski buczyny. Może po około 20 minutach intensywnego podejścia udało nam się wyjść na płaską i szeroką leśną drogę. Niestety, ku wielkiemu oburzeniu Clopsa, szlak jedynie przecinał zachęcająco płaską drogę i wiódł nas dalej stromo pod górę. Druga część podejścia okazała się trochę łagodniejsza, niemniej jednak i tak trochę dała nam w kość.W końcu udało nam się zdobyć szczyt, ze względu na strome podejście dopiero po około godzinie (raczej minus niż plus).

Odręczne tabliczki na Bukowcu

Na Bukowcu popasu nie było, uznaliśmy, że lepiej dotrzeć do Andrzejówki i wypić chłodnego browara (tzn. mnie browar dany nie był, ale jakoś to przeżyłam).Dlatego raźnie ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem, który na nasze szczęście wiódł tym razem szeroką przecinką. Pogoda była piękna, droga prosta - cóż więcej chcieć?


Szeroka droga przed nami.



W pewnym momencie szlak gwałtownie skręcał w prawo, okazało się, że tuż przed nami znajduje się teren kopalni melafiru. A szkoda, bo widok tuż przy ogrodzeniu i znakach ostrzegawczych robił spore wrażenie. Chcąc nie chcąc zawróciliśmy by znowu znaleźć się na szlaku, który tym razem nieoczekiwanie zaczął wieść nas w dół. W pewnym momencie kopalnia, a z nią szum ciężkiego sprzętu była tuż nad naszymi głowami. Po przekroczeniu dolinki znowu zaczęliśmy się wspinać. Droga prowadziła nas zboczami wzgórz eksploatowanych przez kopalnie. Z prawej strony ścieżki zarośniętej obficie trawą, w której z moim wzrostem z łatwością mogłabym się ukryć, mieliśmy urwisty stok... Mimo to drga była bardzo przyjemna i jakoś po niecałej godzinie naszym oczom ukazało się Schronisko. Niestety jakimś cudem udało nam się zgubić szlak i przedostatnie kroki przeszliśmy brodząc w maliniskach i pokrzywiskach... a co tam wszystko dla zdrowia. 

Przez łąki, przez pola biegie fasola.
"A droga długa jest, nie wiadomo czy ma kres" - zejście do Sokołowska .

W Andrzejówce było cudownie. Pyszne piwko, które udało mi się wyłącznie powąchać, cisza, spokój i piękne okoliczności przyrody. Co ważne tłumów nie było. Po prawdzie ludzi więcej niż na szlaku, ale szału nie było, co również niezmiernie nas ucieszyło.
 Andrzejówka w całej okazałości.

 Browar musi być - tu ciemny Skalak.

Po długim popasie postanowiliśmy wyruszyć z powrotem do Sokołowska. Uparłam się, żeby przejść żółtym szlakiem przez Zamek Radosno i już po kilkunastu minutach zgubiłam szlak. Trawy mające ponad półtora metra nie ułatwiają odnalezienia oznaczeń. Trochę nadrobiliśmy, ale w końcu się  udało. Krótkie podejście i  oto wyrosła przed nami rozpadająca się wieża. Radosno robi wrażenie o tyle, że praktycznie pojawia się wśród drzew znikąd. Poza tym ruiny zachowane w bardzo złym stanie, chyba najmniej malownicze jakie do tej pory widziałam.

 Mała, leśna armia.

Widok od dołu na ruiny Zamku Radosno.

Tofka i jej droga przez mękę.

Konstytuowaliśmy drogę powrotną. Pozostało nam kilka kroków do Sokołowska. Droga zajęła nam jakieś 30 minut, bo napotkaliśmy po drodze krzew pełen niespodzianek. Clops nie mógł się powstrzymać i napstrykał zdjęć całej posilającej się menażerii.



Punktacja GOT

Sokołowsko - Bukowiec - Sokołowsko - ogólna liczba punktów -10
Sokołowsko - Bukowiec (5 pkt)
Bukowiec - Schronisko Andrzejówka (2 pkt)
Schronisko Andrzejówka - Zamek Rogowiec - Sokołowsko (3 pkt)


środa, 6 lipca 2011

Szlakiem Zamków Piastowskich - Stary Książ i Zamek Cisy

Camilos uznał, że jest góralem nizinnym, próbowałam więc wybrać trasę mniej górską. I udało się, jednak trasa Szlakiem Zamków Piastowskich okazała się całkiem męcząca, a moje pięty czuły ją jeszcze przez kilka dni.

Na wyprawę wyruszyliśmy w miejscu, które kończyło naszą ostatnią wycieczkę, czyli pod wałbrzyską Palmiarnią. Odnalezienie zielonych oznaczeń nie było niczym trudnym, bo widać je bardzo wyraźnie na drzewach tuż przy pętli autobusowej. Trasa początkowa wiedzie polami, obok nielicznych domostw, później robi się bardziej leśnie.  I co ważne, nie jest męcząco, różnice wysokości są niewielkie i jedyne co udaje nam się zdobyć to niewielkie podejścia drogą, która głównie prowadzi obrzeżem lasu. W bardzo krótkim czasie udaje nam się zdobyć pierwszy cel. Po jakiś 25 minut i 5-minutowym marszu już w lesie, naszym oczom ukazuje się Stary Książ. Wokół kręci się trochę ludzi, ale tłumów nie widać. Sytuacja ulega zmianie już w centrum ruin, bo na "tarasie widokowym", z którego rozciąga się piękny widok na Książ właściwy ma miejsce ślubna sesja fotograficzna. Plus, że to nie nasz pierwszy raz na Starym Książku, więc spokojnie odpuszczamy sobie tę lokalizację.

 Schody prowadzące na Stary Książ




  Widok ze Starego Książa na Góry Wałbrzyskie

Niemniej jednak w tym miejscu warto nakreślić historię ruin Starego Książa, które zarazem są i nie są ruinami. Jeszcze za czasów mojego bajtlostwa panowała powszechna opinia, że Stary Książ położony na przełomem Pełcznicy w południowej części Krajobrazowego Parku Książańskiego jest romantyczną budowlą, którą wybudowano w XVIII wieku. Ostatecznie a i owszem zachowane do dziś ruiny są "sztuczne", ale zostały one wzniesione na bazie ruin starego, warownego zamku z XIII w. W wyniku dokładnych badań, przeprowadzonych dopiero pod koniec XX wieku, okazało się, iż już na przełomie IX i X wieku istniał tu gród, który na przełomie XIII i XIV wieku przebudowano na murowany zamek. Fundatorem tej przebudowy Był Bolko I Surowy. Warownia nie była jednak użytkowana zbyt długo, gdyż tuż obok (ok. 800 m dalej) zaczęto wznosić Książ właściwy i prawdopodobnie pod koniec XV w. została opuszczona. W tym czasie zamek był głownie siedzibą zbójcerzy, którzy rabowali okolicę. Dopiero w ostatniej dekadzie XVIII wieku pozostałości zamku przebudowane zostały na romantyczną rezydencję na zlecenie księcia Hansa Heinricha VI Hochberga. Nowa budowla powstała na bazie starej warowni. Stary Książ został ustylizowany na romantyczne ruiny gotyckie, gdzie centralnym elementem był trójkątny zamek właściwy uzupełniany przez dwa podzamcza. Do wznoszenia, a potem wykończenia nowego-starego założenia użyto oryginalnych elementów renesansowych i barokowych, przeniesionych tu z innych historycznych obiektów.
      
          A ten napis ubawił nas setnie
Ruiny Starego Książa opuściliśmy szybko. Kilka fotek i już nas nie było. Wróciliśmy na zielony szlak, by stromym zboczem wzgórza, na którym znajdują się ruiny, dotrzeć do przełomu Pełcznicy. Przyznam, że miejscami nie obeszło się, bez pomocnej dłoni podanej przez gałązkę czy pieniek. Droga w dół nie trwała jednak długo, a wędrówka wąwozem Pełcznicy była już czystą przyjemnością. Widok piękny, brak ludzi i droga prowadząca wzdłuż rzeki. Cóż więcej chcieć? No cóż... szkoda, że w Pełcznicy pływa mnóstwo śmieci i że szlak jest tak niepopularny. Może to nie Pienińska Droga Przełomami Dunajca, ale ten odcinek szlaku ma naprawdę wiele uroku, szczególnie w tak ładny dzień.

Droga Wąwozem Pełcznicy

 Zamek Książ - widok z Pełcznicy, niekoniecznie rzeki...

Szlak zaprowadził nas prosto do Cisu Bolko, który ze względu na swój wiek jest Pomnikiem przyrody. Tuż obok znajduje się wyjście z korytarza kopanego przez Hitlerowców pod Zamkiem Książ (dwa podobne minęliśmy   trochę wcześniej, ich ujście wychodziło wprost do rzeki). Później krótki odcinek prowadzący przez Pełcznicę - tym razem nie rzekę, a dzielnice Świebodzic, a później znowu las. Z Pełcznicy na Zamek Cisy (Zamek Cieszów) prowadzi szeroka droga, żadnych stromych podejść, żadnych zejść idzie się niemalże jak po stole. Nic dziwnego, że na tym docinku mijamy spora grupę wyposażoną w sprzęt piknikowy. Od tego momentu przeczuwam tłum w okolicach ruin i nad Czyżynką. Niestety moje obawy się spełniły i tak nici z ogniska, nici z popasu, kilka zdjęć i dalej marsz.

Polanka tuż przed Doliną Czyżynki

Ilość ludzi mnie jednak nie dziwi. Miejsce jest bardzo przystępnie położone. Jak wspomniałam wcześniej droga jest prosta i zdecydowanie niewymagająca. Co więcej prawie pod samą rzekę można dojechać samochodem (co też uczyniło kilku piknikujących, miło, że auta zostawili przed wejściem do Książańskiego Parku Krajobrazowego), czego nie polecam, wszak i odpoczynek i jedzenie smakują lepiej po choćby niewielkim wysiłku fizycznym.

 Wejście do ruin

Aby zobaczyć ruiny zamku należy przekroczyć Czyżynkę i podejść pod niewielką górkę. Po chwili oczom ukazuje się sporych rozmiarów brama oraz drewniany mostek. Historia Zamku Cisy sięga XIII wieku. Pierwsza wzmianka o Cisach pochodzi z 1241 roku, choć niewykluczone, że jeszcze przed tą datą istniał w tym miejscu gród o charakterze obronnym. Jak można się domyślać sponsorem budowy warowni był nie kto inny jak Bolko I Surowy, Książę Świdnico-Jaworski. Otoczony fosą zamek nad urwistym zboczem (350 m) doliny Czyżynki stanowił dobry punkt obronny. Stał również na straży szlaków handlowych. Historia zamku była dość skomplikowana, przechodził on z rąk do rąk, raz należał do Książąt Świdnicko-Jaworskich, innym razem był czeską warownią, albo siedzibą rabusiów. Podczas wojny trzydziestoletniej Cisy zostały spalone Ostatecznie proces niszczenia zamku i popadania w ruinę rozpoczął się w XVII wieku. Właściciele nadal zmieniali się jak rękawiczki, żaden z nich jednak nie zadbał o należyte zabezpieczenie ruin. Dopiero w 1927 r. wałbrzyszanin Walter Brehmer podjął prace konserwatorskie, podczas których zabezpieczono teren. Udało się wówczas zrekonstruować bramę oraz wieżę. Po II wojnie światowej nad zamkiem pieczę miało harcerstwo, aż wreszcie w latach 60. Cisy zabezpieczono jako trwałą ruinę.

 Wieża zamkowa odbudowana przed II wojną światową
Wejście na wysoki zamek

 Mury obronne
Do dziś zachowały się liczne fragmenty murów obronnych i znaczna część wysokiego zamku. I nie da się ukryć, że Cisy to naprawdę klimatyczne miejsce, szczególnie jak trafi się na brak tłumów. Nam się niestety nie udało, dlatego w szybkim tempie opuścilismy ruiny. Weszliśmy na szlak niebieski prowadzący do Strugi. Po kilkunastu minutach wyszliśmy z lasu i większość drogi pokonaliśmy drogą wśród pól. Otaczający nas krajobraz był tak piękny, że zmitrężyliśmy sporo czasu na robienie zdjęć. Cóż, do domu było blisko, tak więc mogliśmy sobie na to spokojnie pozwolić.
 Trójgarb nad łanami zboża
Mała wędrowniczka na tle Chełmca...
Do przebycia została na Struga i zdobycie Wzgórza Ułanów Nadwiślańskich (oczywiście już niebiesko-żółtym Szlakiem Ułanów Nadwiślańskich). Niestety już do Szczawna-Zdroju cała droga prowadziła asfaltówką. Mimo to po krótkim odpoczynku przy Pomniku Ułanów, do Szczawna było już z górki (tak dosłownie, jak i w przenośni).

 Pomnik Ułanów Nadwiślańskich na Czerwonych Wzgórzach
Wieża św. Anny W Szczawnie-Zdroju
Wycieczka naprawdę przednia i godna polecenia. Męcząca tylko ze względu na ilość przebytych kilometrów. Mnie niestety na polnej drodze do Strugi nieźle obtarły nowe buty. Ostatnie metry przemierzałam jak pokraka, co później odbiło się nie tylko na moich piętach, ale i na mięśniach pośladków. Ale cóż... warto było.

Punktacja GOT

Wałbrzych - Stary Książ - Zamek Cisy - Szczawno-Zdrój - ogólna liczba punktów -22
Palmiarnia - Stary Książ (2 pkt)
Stary Książ - Cis Bolko (3 pkt)
Cis Bolko - Pełcznica (3 pkt)
Pełcznica - Zamek Cisy (4 pkt)
Zamek Cisy - Struga (5 pkt)
Struga - Czerwone Wzgórza (2 pkt)
Czerwone Wzgórza - Szczawno-Zdrój (3 pkt)